Domowe „zacisze”

12 godzin na Polibudzie. To chyba mój rekord. Nie jest to jeszcze granica moich możliwości, ale raczej granica możliwości Politechniki, dłużej po prostu nie ma zajęć ;) Ciężko jest typkowi mojego pokroju przebywać tak długo wśród ludzi1. W końcu udałem się do domu i myślałem, że w końcu będę miał ciszę i spokój – niestety, uroki mieszkania w ciasnocie zadziałały… Siadam żeby w końcu zjeść coś porządnego i od razu znalazłem się na linii ognia opowieści mamy o tym co przed chwilą widziała na Discovery, co wyczytała w Internecie, ple ple ple… Chciałem zapytać czy powinienem pójść do tezolka [;)] żeby mieć choć chwilę ciszy, ale Jezuchy to cierpliwe bestie, spokojnie odczekałem aż sobie pójdzie do komputera i mogę sobie poklikać bez marudzenia…

Wiem, że nic z tego nie wynika, ale blogowanie poniekąd ma pomagać wyładować frustrację, co też właśnie uczyniłem ;)

1 W zawiązku z tym na prawie każdej przerwie, kiedy tylko chce mi się ruszyć z miejsca (czasem, tak ja dziś, mamy 6 godzin pod rząd w jednej sali), idę sobie na spacerek po gmachu, gdzieś na piąte piętro, gdzie jest prawie zawsze pusto na korytarzu. Zresztą tradycja podobnych spacerków (ale nie w celu poszukiwania samotności) sięga jeszcze podstawówki – pamiętam obowiązkowe rundki dookoła budynku szkoły w Józefowie, a potem tak samo obowiązkowe rundki wokół „mrocznego i posępnego gmaszyska z początku wieku” mojego liceum ;)

4 uwagi do wpisu “Domowe „zacisze”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s