Ostatni dzień na Gocławiu

Jutro sądny dzień – od rana noszenie pudeł, ładowanie, wyładowywanie, znów noszenie, a potem ich mozolne rozpakowywanie… Jeśli komuś pisałem, że to czwarty raz, to kłamałem ;) Wcześniej były jeszcze chyba dwie przeprowadzki, ale jednej nie pamiętam wcale i nawet nie wiem czy w ogóle była, zaś z drugiej pamiętam dokładnie jeden obrazek… Widok z peronu na zmurszały płotek między stacją kolejową a jedną z głównych ulic w Józefowie ;)

Lato 1997: pewnego dnia wsiadamy na rowery i jedziemy przez pół Józefowa nad jezioro Łacha, gdzie znajduje się, na prawie totalnym odludziu, kilka domów zbudowanych przez niejakiego Eda. Mamy zamieszkać w jednym z nich. Fajnie tam było (choć nieszczególnie tanio), mieszkanie na uboczu cywilizacji (tuż przy granicy Warszawy ;)) miało swoje uroki, nie licząc lata i tłumu plażowiczów nad bajorem, generujących dźwięki typu „umpa umpa”. Niestety Edowi, pozornie uduchowionemu kolesiowi, coś odbija i sielanka się kończy.

Początek lipca 1999: dzień po napisaniu pierwszych w mojej długiej karierze egzaminów wstępnych na Politechnikę, wsiadamy w autobus, a poten w WKD (dla niezorientowanych: kolejna dojazdowa) i jedziemy do Podkowy Leśnej. W gruncie rzeczy było tam nawet lepiej niż nad Bajorem, domek był nieco mniejszy niż u Eda, ale i tak również miałem swój własny pokój (jedyne dwa razy do tej pory), a warunki były nieco bardziej dogodne do zainstalowania Internetu :) Niestety, przez modem… Pamiętam z tego okresu łażenie po pobliskich lasach i pierwsze doświadczenia z wojskiem… Ogólnie lato było miłe, ale tylko lato, ponieważ właściciele domu byli najzwyczajniej szurnięci, nie dało się z nimi dogadać i potrafili wparować z łomotm święcie przekonani, że na środku mieszkania mamy stertę gruzu… W związku z tym…

Wrzesień 1999 (nie jestem pewien kiedy to dokładnie było): w pewien mokry dzionek pakujemy wszystko i jedziemy (tym razem czyimś samochodem) na Gocław, do Wszawy. Ciasno. Tłoczno. Wielkie miasto. Miejsce typowo antyjezuchowe… Jedyny plus to że średni dojazd na Polibudę trwa niecałe pół godziny. A dziś, po prawie pięciu latach, ostatni dzień. Nie będę płakał.

Koniec czerwca 2004: „powrót do korzeni” – znów Józefów :) Znów będzie ciasno, ale przynajmniej wreszcie lokum będzie własne… I nie w postkomunistycznym bloku, tylko w trójpiętrowym bloczku na nowiutkim osiedlu. Jedyny szkopuł, to że jeszcze go nie widziałem ;) I mogą być problemy z Internetem. Chyba trzeba będzie zorganizować coś takiego jak jest tutaj – złożyć się na dzierżawione łącze dzielone między mieszkańcami całego budynku… Czyżby okazja do nauczenia się mnóstwa nowych rzeczy? ;)

A teraz z zupełnie innej beczki: czyżby dziś zakończenie roku szkolnego?…

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

Rozmowa ze znajomym Stars!owcem…

[21:10:55] AdPg mówi:
ave Jezuch
[21:11:10] Jezuch mówi:
Dźbry :)
[21:12:13] AdPg mówi:
pytanie za sto punktów: czy ty coś wiesz o tajemniczym zniknięciu spamu?
[21:12:28] Jezuch mówi:
Właśnie też mnie dziwi że ostatnio mniej dochodzi
[21:13:00] AdPg mówi:
mniej? u mnie praktycznie wcale! a miałem go mnóstwo
[21:13:17] AdPg mówi:
własnie się z Johanem zastyanawiamy co się stało
[21:13:47] Jezuch mówi:
Mnie sie wydaje, że Interia potajemnie włączyła swój uberfiltr :>
[21:14:02] Jezuch mówi:
Co mi się nie podoba, bo kiedyś mi odfiltrował Dilbert Newsletter :>
[21:15:52] AdPg mówi:
ale ten filt interii był dziurawy niesamowicie…
[21:16:03] Jezuch mówi:
No był i nadgorliwy do tego czasem
[21:17:03] AdPg mówi:
ano
[21:17:16] AdPg mówi:
a to wygląda na coś poważniejszego
[21:18:05] Jezuch mówi:
Być może
[21:18:22] AdPg mówi:
no i mamy zagadke…

No i właśnie – czy ktoś wie gdzie się podział…. SPAM???!? :D

Totalny brak szacunku ahead

Huczny pogrzeb (?) biskupa Chrapka, kupa podniosłych słów, biadolenia och ach, jejejej. Zginał w wypadku samochodowym – pewnie jeździł jak na biskupa przystało – jakby był pod specjalną ochroną. Dziwi mnie, że nikt nie zadał prostego pytania: dlaczego Bóg go nie ochronił?? Mama zasugerowała, że „może wezwał go przed swoje oblicze, tak go polubił”. No dobra, ale po co w takim razie tak rozpaczać? Kupa nonsensu i sprzeczności… A samochód to wynalazek Szatana.

PS: tylko ostatnie zdanie jest w 100% poważne.

PS2: ale przynajmniej rozsądny był, nawet mi go trochę szkoda.

Chrzanienie na „odwal się” ;)

Do września czekać nie będę, niech już będzie ta czwórka z TSI…

Na Wydziale stoi wielka tablica oblepiona informacjami dla kandydatów. Instrukcje obsługi ERki (Elektroniczna Rejestracja) i takie tam. Między innymi coś ala FAQ: „A jeśli nie mam dostępu do Internetu?” „A jeśli nie mogę przyjechać do Warszamy?” Pod tym ostatnim ktoś dopisał długopisem „to się bujaj” :>

Gdybym miał aparat fotograficzny (jego brak czasem mi mocno doskwiera – ale tylko wtedy sobie przypominam że nie mam) to bym stanął na jednym końcu korytarza w Gmachu Elektroniki (na dowolnym piętrze powyżej pierwszego) i pstryknął ginący gdzieś hen w oddali rząd ławek, w których pryśnie niejedno młodzieńcze marzenie o studiowaniu informatyki ;) Albo mógłbym narysować… A nuż odkryję u siebie także talent graficzny?

Ale się uśmiałem.

Zaczynam tracić wiarę w sens blogowania. Ale generalnie zaczynam tracić wiarę w sens czegokolwiek, więc to nie dziwi specjalnie. Czuję że w wakacje złapię megadoła (jak zwykle kiedy nie mam co robić przez dłuższy czas) – ale nie chciałem wziąć roboty na ten czas. Czemu ja to sobie robię??…..

As you wishhhhhhhhh…

Szufla gra: Queens of the Stone Age „Sky Is Falling”; Prong „Unfortunately”; a zaraz potem ukryty utwór z pierwszej płyty Days of the New. Jakby generator liczb pseudolosowych wiedział co mam zamiar uczynić…

Jest wystarczająco późno i jestem chyba wystarczająco senny by w razie czego wytłumaczyć to jako „nie wiedziałem co robię”.

Kto słyszał wspomniany utwór, ten będzie zaraz wiedział co miałem na myśli w pierwszym akapicie.

(65) „Pusta wiosna”
16 Czerwca 2004

Wiosna jest niebieska
Jak błękit nieba nad naszymi głowami
Wiosna jest żółta
Jak forsycja obsypana kwiatami
Wiosna jest zielona
Jak łąka porośnięta trawami

Wiosna jest pachnąca
Jak alejka między jaśminami
Wiosna jest szumiąca
Jak strumyk pod osikami

Wiosna jest pusta
Jak puste jest moje życie
Wypełnione udawaniem
I atrapami

I co teraz powieta?

Jak teraz poleci „Wildhoney” (lub „Gaia”) Tiamat to będzie zaje… Albo może nawet sam puszczę? ;)