As you wishhhhhhhhh…

Szufla gra: Queens of the Stone Age „Sky Is Falling”; Prong „Unfortunately”; a zaraz potem ukryty utwór z pierwszej płyty Days of the New. Jakby generator liczb pseudolosowych wiedział co mam zamiar uczynić…

Jest wystarczająco późno i jestem chyba wystarczająco senny by w razie czego wytłumaczyć to jako „nie wiedziałem co robię”.

Kto słyszał wspomniany utwór, ten będzie zaraz wiedział co miałem na myśli w pierwszym akapicie.

(65) „Pusta wiosna”
16 Czerwca 2004

Wiosna jest niebieska
Jak błękit nieba nad naszymi głowami
Wiosna jest żółta
Jak forsycja obsypana kwiatami
Wiosna jest zielona
Jak łąka porośnięta trawami

Wiosna jest pachnąca
Jak alejka między jaśminami
Wiosna jest szumiąca
Jak strumyk pod osikami

Wiosna jest pusta
Jak puste jest moje życie
Wypełnione udawaniem
I atrapami

I co teraz powieta?

Jak teraz poleci „Wildhoney” (lub „Gaia”) Tiamat to będzie zaje… Albo może nawet sam puszczę? ;)

14 uwag do wpisu “As you wishhhhhhhhh…

  1. Jezuch… weź tu nie jękaj w środku sesji bo i tak nikt nie ma czasu Cię pocieszać :D Poza tym zastanawiam się jakim cudem masz czas na użalanie się nad sobą bo ja nie mam czasu na kompletnie nic… ;)

    A tak serio… Ty cały czas czekasz na coś, co wypełni Twoje życie, wydaje Ci się nawet, że dokładnie wiesz co to jest, na co czekasz. A tę pustkę możesz wypełnić tylko Ty. I wtedy kiedy ją wypełnisz, wtedy dopiero przyjdzie to na co czekasz. :) Zobaczysz że przyjdzie, tylko rusz dupsko i zrób coś ze sobą ;)

    Polubienie

  2. Pierwsza część: Mi się sesja dopiero zaczyna, ale dla mnie sesja nigdy nie była jakimś specalnie ciężkim okresem. Zakończenie semestru było znacznie gorsze (co to są trzy egzaminy, ktore można w razie koniecznosci powtarzać, przy kupie kolosów i projektach?)

    Druga część: To nie takie proste jak Ci się wydaje. Ja dobrze wiem, że "muszę coś ze sobą zrobić", jednak doszedłem w końcu do wniosku, że to nie ma sensu, ponieważ musiałbym robić coś kompletnie wbrew sobie. I jednak wolę być sobą. Nawet jeśli oznacza to taką pustkę. Trudno się mówi, przyzwyczaiłem się już.

    Polubienie

  3. Pieprzenie. Gdybyś się przyzwyczaił, to byś o tym w kółko nie jęczał. :> A wzięcie się w garść… wiesz, to generalnie zawsze jest "wbrew sobie" bo wiadomo że dużo wygodniejsze jest siedzenie i biadolenie ;)
    Sorry za bezpośredniość. :]

    Polubienie

  4. Ależ ja doceniam bezpośredniość!… ;)

    Przyzwyczajenie się wcale nie oznacza, że całkiem przestaje się czuć niewygodę i przestaje się chcieć to wyrazić :P
    A z tym wzięciem się w garść to chyba nie rozumiesz co mam na myśli. Jeśli to oznacza częstsze przybywanie wśród ludzi, to ja dziękuję. Jestem odludkiem i tego *nic* nie zmieni.
    Faktycznie sam muszę wypełniać tą pustę w życiu, tylko to jest jak sztuka dla sztuki, nie ma właściwie żadnego konkretnego celu, a uczucie bezcelowości jest szczególnie dokuczliwe.

    Polubienie

  5. Jezuch, Twoje farmazony w komentarzach pieknie brzmia, ale sa zupelnie nieprawdziwe :) C. ma racje :) Szczegolnie w tym zdaniu: "Gdybyś się przyzwyczaił, to byś o tym w kółko nie jęczał. :>" :] Ale to tylko moje zdanie…

    Polubienie

  6. Dla mnie to właśnie oznacza przyzwyczajenie. Przestajesz zauważać.
    I nie, z wzięciem w garść nie chodzi mi o częstsze bywanie wśród dużych grup ludzi, bo myślę że nie to jest największy problem… Znam kilka osób które ogólnie są samotnikami i mają niewielkie, ściśle wybrane grono bliskich znajomych, na imprezach roku się nie pojawiają, ale to nie przeszkadza im być całkiem lubianymi i "spełnionymi" społecznie – przecież różne są gusta i skrajny intrawertyk nie musi się przerabiać na ekstrawertyka, bo to ani nie jest łatwe, ani mądre.
    Chodzi mi raczej o to, żebyś wiedział czego tak naprawdę chcesz i starał się to osiągnąć z nastawieniem "to jest możliwe" a nie tak jak teraz – "i tak nigdy nic się nie udaje", bo wiecznego podejścia na nie, tekstów o tym jakie życie jest do dupy itd. nikt normalny nie wytrzyma ;)
    A bezcelowość… well, jak dla mnie jest jeden cel którego Ty tak jakby w ogóle nie zauważasz. Celem samym w sobie jest to, żeby Tobie było z czymś dobrze, żeby Tobie coś sprawiało frajdę, nie można całego życia poświęcić komuś, wybierać sobie upodobań, zainteresowań, sposobu spędzania wolnego czasu ze względu na tego Kogoś. Trzeba mieć kawałek swojego świata, takie miejsca, rzeczy, które zostają dla nas niezależnie od jakichkolwiek uwarunkowań zewnętrznych. Jeśli coś Cię naprawdę cieszy, jeśli w czymś się potrafisz całkiem zatopić, to wtedy to nigdy nie będzie sztuka dla sztuki, tylko Twoja mała oaza, w której możesz zapełniać pustkę.
    Z pustego i Salomon nie naleje – żeby komuś coś dać, to najpierw trzeba to coś mieć. Jakąś wewnętrzną siłę do pokonywania trudów codzienności. Nikt Jezuch nie ma w sobie dość sił, żeby na dłuższą metę ciągnąć w życiu siebie i kogoś obok, nikt nie może zapełniać Twojej pustki jeśli nie nauczysz się tego robić sam dla siebie. Bo zdarzają się okresy kiedy jest gorzej – wiadomo. Ale to nie może być norma, trzeba posiadać umiejętność znajdowania celów w swoim życiu, bo nikt tego za Ciebie robić nie może.
    Ktoś mi kiedyś powiedział "żeby być z kimś i móc mu coś dać najpierw trzeba się nauczyć być szczęśliwym samemu". Przez długi czas nie rozumiałam związku między samotnością a związkiem – przecież to zupełnie co innego. A jednak rzeczywiście dopiero wtedy związek jest pełen, kiedy jesteś z kimś dlatego że rzeczywiście chcesz być z tą konkretną osobą, a nie dlatego że szukasz kogoś kim możesz zapełnić pustkę, komu możesz coś dać, bo inaczej czujesz się niepełen.

    Polubienie

  7. Niewątpliwie słusznie prawisz… Tylko parę uwag ;)
    Jakiś cel poniekąd mam, wiem co chcę robić w przyszłości i tak dalej, ale to jakoś mi nie wystarcza :\ (a przynajmniej nie na dłuższą metę) Z trudami codzienności nie mam problemów, o to nie ma co się martwić. I bynajmniej nie mam zamiaru zmieniać swoich upodobań ze względu na kogokolwiek.
    No i nie wspominam już o muzyce ;)
    W gruncie rzeczy chciałbym upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i, tak jak piszesz, być z kimś dla tego kogoś, a nie dla samego bycia z kimś – zabawne, że dotychczas uważałem to za naiwne myślenie ;) A większość żalu bierzę się stąd, że nie wydaje mi się, żeby komuś się chciało użerać z fanaberiami takiego samotnika. Pewnie oczywiście się mylę… Tyle że jeśli ktoś taki w ogóle istnieje, to nie mam zielonego pojęcia gdzie.
    I żeby móc cokolwiek ciekawego powiedzieć, trzeba znać sytuację z obu stron, a moje doświadczenie jest ściśle jednostronne.

    Na koniec przepraszam że napisanie tych paru banałów trwało tak długo ;)

    Polubienie

  8. "nie wydaje mi się, żeby komuś się chciało użerać z fanaberiami takiego samotnika" – może od tego trzeba zacząć. Jeśli od samego początku poznając kogoś masz takie założenie, to trudno oczekiwać, że ten ktoś będzie się szarpał z trudami przekonania Cię że jednak może się mylisz.
    Krótko mówiąc – nie użeranie się z Twoim samotnictwem, ale Twoim przekonaniem że to samotnictwo czyni Cię całkowicie odpychającym jest chyba problemem.
    No… przynajmniej dla mnie by było. ;) Nie mam ochoty 20 razy na dzień tysiącem argumentów przekonywać kogoś, że mi na nim zależy i naprawdę jego taka czy inna cecha mi nie przeszkadza (w tym przypadku jakaś aspołeczność).
    Co innego oczywiście jeśli ktoś raz po raz ma nastrój "nikt mnie nie lubi, nikt mnie nie potrzebuje…" ;) i trzeba go przekonać że się myli :)

    Polubienie

  9. Zasadniczo to to przekonanie pochodzi stąd, że ciągle jestem, i zawsze byłem sam.
    <teoretyczne-rozważania>
    Pierwsza bariera – że jeśli gdzieś jest ktoś odpowiedni, to samotnictwo nie daje szansy tego kogoś poznać (ile razy już słyszałem zalecenia, żeby "wyjść do ludzi" i tak dalej – o nie, nie będę się tak torturował!). Druga bariera – że samotnictwo nie daje wielkiej szansy poznać kogoś na tyle, żeby coś z tego wynikło.
    Jak na razie ja (ani Ten Ktoś,zależnie od której strony się podchodzi) nie pokonałem nawet pierwszej bariery. W każdym razie jeśli się przebrnie przez obie (jeszcze jest trzecia, w zasadzie, na samym końcu ścieżki) to już nie powinno być problemu – z mojej strony.
    </teoretyczne-rozważania>
    W każdym razie po roku mailowania z cvn nabrałem już jako takiej wiary w swoje możliwości…

    Polubienie

  10. "wiosna jasna jak cholera dziala na mnie katrupiaco", bo "w maju jezdze na przedniej platformie tramwaju", ale na szczescie juz czerwiec i wkrotce przyjdzie lato :D

    Polubienie

  11. "W każdym razie po roku mailowania z cvn nabrałem już jako takiej wiary w swoje możliwości…" – Oooooooooo :))
    Praca domowa: napisz na kartce 100 razy "Jestem fajny i wartosciowy" ;)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s