Ulga i Przekora

Trzy i pół dnia pisania prawie non-stop zakończyło się oszała…. No, może po prostu sukcesem ;) Program działa i gra w Scrabble i nie wyobrażam sobie żebym mógł go ograć, nie mam takiego słownictwa (2,5 miliona słów).

Co za ulga. Znikło Mroczne Widmo Projektu Do Napisania :) Jeszcze tylko trochę szlifu wizualnego, ale to już nie moja działka (ja się zajmowałem „AI”, od interfejsu jest Ten Drugi).

Kończyłem właśnie testowanie, kiedy mama, zdenerwowana że obiad mi stygnie, powiedziała „pospiesz się, bo się robi paskudne”. Odparłem z typowym bezdennym sarkazmem: „i dobrze, lubię paskudne!”. Nie mogła przestać się śmiać przez następną minutę ;)

I na koniec mała refleksja: czy niejodowana sól to dzisiaj coś niespotykanego?…

I tak nie mogłem zasnąć…

Jak już się wgryzłem w projekt, to nagle nabrałem zapału do pracy, chociaż rzygać już mi się nim chce…

Dziś u nas też były truskawki ;) W toku okazyjnej rozmowy zadałem pytanie „dlaczego nasi jeżdżą na zachós zbierać truskawki, a jakoś u nas nie zbierają?”. O, ja głupi ;) Brat uświadomił mi że przecież „u nas zbierają Ukraińcy”… Zaczynamy najwyraźniej odczuwać Syndrom Bogatego Narodu, ale jeszcze nie taki jak na zachodzie – tam żaden szanujacy się obywatel nie będzie zbierał truskawek, robią to za nich Polacy. U nas też nikt szanujący się nie będzie zbierał truskawek – w Polsce – i robią to za nas Ukraińcy i Białorusini… A u nich….. ;)

Przy okazji anegdotka: wujek pojechał kiedyś (właściwie jeździł regularnie, ale to szczegół) do Norwegii. Tam jest jakaś taka kultura, że ludzie się boją grzybów – „bo niektóre są trujące i można się pomylić”. Jak wujek poszedł do lasu i zobaczył te tony grzybów na ziemi… ;) Nazbierali z ciotką tych grzybów, zrobili grzybową ucztę i zaprosili na nią znajomych Norwegów, a ci zbledli i uciekli ;) Cóz…

Ambrozya

Orzechy.

Tak, orzechy to jedzenie Bogów.

Kupiłem sobie paczkę (400g) solonych orzechów arachidowych. Wrzuciłem do miseczki i pogryzałem. Mama też – jako wielki fan orzechów – się podczepiła pod wyżerkę. Czas mijał, nadeszła pora obiadu (a u nas to zazwyczaj bardzo późno) – ale nikt nie był głodny. A jeszcze sporo tych orzeszków zostało…

O żesz ku….. ;)

Praca czyni…

…jakim?

Test na szczurowatość: „czy uważasz, że biuro podzielone na przegródki to współczeny obóz koncentracyjny?” Jeśli odpowiedź brzmi „nie” – możesz wracać do swojej zagrody, jak baran idący na rzeź…

Carcass – „Arbeit Macht Fleisch”, LP „Heartwork” (1994)

Prognathous gears grind
So diligent and serrated they mesh
Toothed cogs churn
So trechant, against soft flesh
Worked to the bone
Up to the hilt, depredated
Raw materialism
To stoke the furnaces
Toiling, rotting
Life slowly slips away
Consumed, inhumed
In this mechanized corruption line
By mincing machinery industrialised – pulped and pulverised
Enslaved to the grind

Blood, sweat, toil, tears
Arbeit macht frei

Grave to the grind
Blood, sweat, toil, tears
Arbeit macht fleisch

Inimitable gears twist
To churn a living grave
Stainless cogs shredding
Scathing pistons bludgeon and flail
Stripping to the bone
Retund mandrels levigate
Just raw material
Your pound of flesh for the suzerain
Toiling, rotting
Life slowly dissipates
Consumed, inhumed
In a corruption line, mechanized
By mincing machinery, industrialized – crunched and brutalised
A grave to the blind

Może to trochę apokaliptyczna wizja, ale… to w końcu kronika paranoika! ;)

Szef: myślałeś ile byś chciał za zrobienie CMSu od nowa?
Ja: Ja to bym nie chciał tego robić wcale, w sumie :>
Szef: :) ciesz sie ze masz robote na wakacje a nie marudź
Ja: Ło rany….. Od lat nie miałem normalnych wakacji, chciałbym wreszie odpocząć jakoś ;>
Szef: po śmierci odpoczniesz

Yup…

PS: to nie jest notka z serii „Śpiewnik Jezucha”, ponieważ w oryginale to raczej nie jest śpew, khekhe ;)

Słuchając Slayera

Przypominają się wakacje rok temu. Postanowiłem dać szefowi-Frąsuzowi jednak jeszcze jedną szansę i popracować u niego jeszcze trochę, a nuż się wypłaci… Ostatecznie się opłaciło, ale nie o tym chciałem. Po paru pierwszych dniach postanowiłem sobie pościągać trochę muzyki. Ale zasadnicze postanowienie było takie, że ma to być łomot na granicy mojej tolerancji – ot tak jakoś mi się to komponowało z tą pracą. I dzięki temu właśnie postanowieniu mogę teraz powiedzieć, że jestem wielkim fanem Slayera :) Potem to moje postanowienie nieco zmiękło, w związku z czym tamtego lata poznałem także „Dragontown” Alice Cooper, Całą dyskografię Anthrax (wstyd się przyznać, ale wcześniej znałem tylko pojedyncze kawałki), Carcass (hie hie, ale tylko dwie ostatnie płyty ;)), Corrosion of Conformity („Deliverance”!!!), „Short Bus” Filter, Helmet, wcześniejsze dokonania Monster Magnet (ze wskazaniem na „Dopes To Infinity”), Paradise Lost (wszystko poza znanym wcześniej „Draconian Times” i „Symbol of Life”), Pitchshifter, Prong (yesss), Soilwork, uzupełniłem znajomość Skid Row i Tiamat, podobnie z Ugly Kid Joe… No i oczywiście wtedy zaczęło się moje uwielbienie Meshuggah :] Pal licho kasę! To było najcenniejsze co zdobyłem w ciągu tych trzech miesięcy. Kiedyś o mówiłem w formie żartu, ale słuchając Slayera czuję, że to najszczersza prawda…

A nieco na marginesie: dziś rano w autobusie widziałem kolesia z wielkim logo wspomnianego zespołu z tyłu i na przedzie koszulki. Kiedy potem szedłem nieco za nim, czułem się jakbym zerkał w oblicze Przedwiecznego ;) Jakoś strasznie mi się podoba…

I po euforii :|

Po niewątpliwym sukcesie mojego programiku (ale wtedy jeszcze nie wiedziałem że to niewątpliwy sukces ;)) całą sobotę przebąblowałem czytając blogi na java.net, dopieszczając ów programik (zgodnie z sugestiami ćwiczeniowca) i obijając się. Pod wieczór niskie ciśnienie związane z nadejściem burzy (czy też „burzy”) ścięło mnie z nóg i bąblowanie stało się usankcjonowane przez naturę. A w niedzielę musiałem się uporać z całym cruftem, który się przez to bąblowanie uzbierał.

Siedziałem do drugiej w nocy, zajęcia w poniedziałek o ósmej (semestr sie kończy i lepiej nie przegapić okazji złapania jakiejś lepszej oceny) – wstałem kwadrans przed wyjściem z domu, licząc na czas w okienku. No i piszę z tego okienka – a sensu czegokolwiek ciągle nie widzę. Czy ktoś mnie uratuje??? Dobra, wiem, sam muszę się uratować. Szkoda tylko, że w tym też nie widzę sensu.

Może na koniec jakiś pozytywny akcent…

Hmmmmmmm

Parampampam…

Errrrrrrrrrrr…

Aha, wczoraj wieczorem się dowiedziałem, że wymaksowałem trzeciego kolosa z ARKO ;>

PS: to już cztery razy. Dziś, po dłuższej przerwie, znów zostałem zaskoczony przez [tą] (nie)znajomą nastkę, która sobie wymyśliła mówić do mnie „dzień dobry!” :> Ciekawe kiedy uda mi się zareagować czymś więcej niż tylko jakimś niezidentyfikowanym dźwiękiem? ;) (nagłe wyrwanie z (wiecznego) zamyślenia bywa niezłym szokiem)

EUFORIA TWÓRCZA!!

Wtorek: pisanie do północy. Środa: pisanie do trzeciej w nocy. Czwartek: wyjątkowo nie, bo Polibuda przeszkodziła. Piątek: pisanie do drugiej w nocy. Ale się qrfa opłaciło. MÓJ PROGRAM NA ARKO RULEZUJE I KICKUJE ASSA!! ;) I nawet szybko działa, o co bym swojego programu nie podejrzewał ;)

To wszystko co chciałem przekazać, jestem z siebie tak piekielnie dumny że gdzieś to musiałem wyładować ;)

Wpis sponsorował LP „Steelbath Suicide” Soilwork – akurat nawinęło mi się pod sox ;]

Herbatka miętowa…

…przywraca mi wiarę w sens życia ;)

Rok temu przyszło do mnie coś takiego:

To: jezuch@interia.pl
Subject: Nowy wpis w ksiedze gosci.
Date: Wed, 4 Jun 2003 14:50:54 +0200 (CEST)

Pojawił się nowy wpis w Twojej księdze:

Identyfikator księgi: jezuch
Kto: Cavana
E-mail:
Adres strony: http://krowa.art.pl
Treść:Czesc ;) Ostatnio przypadkiem dowiedzialam sie o Sobros (hehe) i postanowilam Was znalezc :> Pozdrowienia dla Ryjka :] Ryjek-Zmijek, hehe :)) Tylko szkoda, ze zdjecie takie niewyrazne ;))

Refleksja z Politechniki: jesteśmy paczkami falowymi błądzącymi w próżni – pokaż mi swoje widmo Fouriera, a powiem Ci kim jesteś…