Koncert na młotek i wiertarkę

Chyba zostanę koneserem.

Jedyny kłopot w tym, że wkrótce się wyprowadzam. Mam nadzieję, że w nowym miejscu zamieszkania lokalni artyści też są tacy aktywni.

Tylko jedno mnie zastanawia – przecież ten balkon przed chwilą był remontowany przez zespół zaangażowany przez spółdzielnię…

Ankieta

Napisałem dzisiaj wierszyło (numer katalogowy: 65). Dawno nic swojego nie wrzucałem na Kronikę i jakoś przeszła mi odwaga, która sprawiała, że do tej pory każde nowe „dzieło” miało tu premierę. „Tu” to znaczy jeszcze w starej Kronice, o ile się nie mylę na Joggerze jeszcze nie było. Cvn uważa, że jest zbyt osobisty i by nie opublikowała, ale ona nic swojego by nie opublikowała, a ja wrzucałem tu już o wiele bardziej osobiste rzeczy. No i mam dylemat. Czy ciśnienie chęci poznawczej nielicznego grona czytelników moich wypocin przeważy, czy zwycięży odludkowatość Jezucha? [Tak! Tytuł notki to aluzja]

Trasa czasowo zmieniona

Grr1, wsiadam do autobusu, jadę dwa przystaki i nagle zaskoczenie – nie skręca?!?!?! Panika wśród pasażerów, niektorzy wyskakują z obłedęm w oczach, ale ja przytomnie spojrzałem na plan trasy – no tak, wydłużyli o jedną pętelkę. Szkoda tylko że zahaczaąc o najbardziej zakorkowany kawałek Fieldorfa :\ Cóż, lekkie spóźnienie, ale to nic, bo na niemieckim było rozdanie ocen. Już nie będę się chwalił… hehe ;)

Przy okazji obaczyłem przez ramię w gazecie nagłówki typu „katastrofalna frekwencja w wyborach”. No ba!! Kogoś to zaskoczyło? To zaskoczenie… ;) Polacy to leniwy naród. U nas się nie robi takich imprez w środku długiego łykędu. Jeśli Polak ma wybierać między łykędem lub wyborami – co wybierze? ;)

1 pisząc program grajacy w Scrabble i używając słownika z Literaków dowiedziałem się kilku fascynujących rzeczy. Np. że w języku polskim jednak słowa nie zawierajace samogłosek. Szkoła kłamie! ;) Albo słowa zaczynające się na ‚ę’ bądź ‚y’… Jak taki komputer machnie siedmioliterowe słowo zahaczające o trzy premie i na zakładkę z innym słowem na czterech literach, układając przy tym „hm”, „ts” i „ęsi”, to się robi niemiło ;)

Ulga i Przekora

Trzy i pół dnia pisania prawie non-stop zakończyło się oszała…. No, może po prostu sukcesem ;) Program działa i gra w Scrabble i nie wyobrażam sobie żebym mógł go ograć, nie mam takiego słownictwa (2,5 miliona słów).

Co za ulga. Znikło Mroczne Widmo Projektu Do Napisania :) Jeszcze tylko trochę szlifu wizualnego, ale to już nie moja działka (ja się zajmowałem „AI”, od interfejsu jest Ten Drugi).

Kończyłem właśnie testowanie, kiedy mama, zdenerwowana że obiad mi stygnie, powiedziała „pospiesz się, bo się robi paskudne”. Odparłem z typowym bezdennym sarkazmem: „i dobrze, lubię paskudne!”. Nie mogła przestać się śmiać przez następną minutę ;)

I na koniec mała refleksja: czy niejodowana sól to dzisiaj coś niespotykanego?…

I tak nie mogłem zasnąć…

Jak już się wgryzłem w projekt, to nagle nabrałem zapału do pracy, chociaż rzygać już mi się nim chce…

Dziś u nas też były truskawki ;) W toku okazyjnej rozmowy zadałem pytanie „dlaczego nasi jeżdżą na zachós zbierać truskawki, a jakoś u nas nie zbierają?”. O, ja głupi ;) Brat uświadomił mi że przecież „u nas zbierają Ukraińcy”… Zaczynamy najwyraźniej odczuwać Syndrom Bogatego Narodu, ale jeszcze nie taki jak na zachodzie – tam żaden szanujacy się obywatel nie będzie zbierał truskawek, robią to za nich Polacy. U nas też nikt szanujący się nie będzie zbierał truskawek – w Polsce – i robią to za nas Ukraińcy i Białorusini… A u nich….. ;)

Przy okazji anegdotka: wujek pojechał kiedyś (właściwie jeździł regularnie, ale to szczegół) do Norwegii. Tam jest jakaś taka kultura, że ludzie się boją grzybów – „bo niektóre są trujące i można się pomylić”. Jak wujek poszedł do lasu i zobaczył te tony grzybów na ziemi… ;) Nazbierali z ciotką tych grzybów, zrobili grzybową ucztę i zaprosili na nią znajomych Norwegów, a ci zbledli i uciekli ;) Cóz…

Ambrozya

Orzechy.

Tak, orzechy to jedzenie Bogów.

Kupiłem sobie paczkę (400g) solonych orzechów arachidowych. Wrzuciłem do miseczki i pogryzałem. Mama też – jako wielki fan orzechów – się podczepiła pod wyżerkę. Czas mijał, nadeszła pora obiadu (a u nas to zazwyczaj bardzo późno) – ale nikt nie był głodny. A jeszcze sporo tych orzeszków zostało…

O żesz ku….. ;)