Śpiewnik Jezucha: przy słonecznej pogodzie…

…Słońce świeci tylko za oknem.

Sun Doesn’t Rise (Mushroomhead)

Some kind of evidence
Some kind of reason
Why I can’t find a way
To begin my life

Somewhere in this dying day
If I could only find a way for my escape
I find it hard to concentrate with all my past mistakes

To begin my life

I can’t feel my faith can’t recall my crime
I think I sealed my fate along the way I may have lost my mind
I guess We’re all damaged in our own way
Alone in our own way
Distant headlights desolate highway

Sun doesn’t rise at all
Who knows how far I’ll fall
Sun doesn’t rise at all
Who knows how far I’ll fall

With eyes wide open
Can’t recall my crime I think I sealed my fate
I can watch my world evolve
Alone in our own way I think I sealed my fate
Nothing left to die for
Can’t recall my crime I think I sealed my fate
Thoughts inside can make me crawl
I think I sealed my fate
Make me drop down on my knees
Break me down until I question me
Darkness can’t destroy my drive

Sun doesn’t rise at all
Who knows how far I’ll fall
Sun doesn’t rise at all
Welcome my downfall
Sun doesn’t rise at all

Somewhere in this dying day as I plan my great escape
I find it hard to concentrate while you maintain control
I fold and falter empty altar all I gave I pray it makes me whole
I think the brinks around the corner and there’s an error in my soul

I can’t feel my faith can’t recall my crime
I think I sealed my fate along the way I may have lost my mind
I guess We’re all damaged in our own way
Alone in our own way
Distant headlights desolate highway

Sun doesn’t rise at all
Who knows how far I’ll fall
Sun doesn’t rise at all
Who knows how far I’ll fall

I can’t feel my faith
Can’t recall my crime
Damaged in our own way
Alone in our own way
Desolate Highway

Trzy dni nieróbstwa to chyba ciutkę za dużo, zaczyna mi już odbijać :>

Trudne przypadki miłosne

Informatykę zdecydowanie trzeba kochać. Tylko miłość może wybaczyć to, co się działo przez ostatnie dwa dni…

fsck.reiser4 --build-sb --build-fs i sakramentalne „yes” na partycji vfat – nie polecam. Całe szczęście, że puściłem w oblivion tylko kolekcję Oggów (której nieco starawą kopię miałem na starym dysku) i swój (i tylko swój) profil windziany (co też siedziało w backupie, ale nieco świeższym).

Stało się to w trakcie mniej więcej siedmiogodzinnego procesu naprawiania systemów plików (na / i na /var), które się uszkodziły w tajemniczych okolicznościach (w zasadzie to chyba tylko /var, ale to wystarczyło by usługi zawieszały się na starcie i żeby mnie zdezorientować i skłonić do przeinstalowania wszystkich zainstalowanych pakietów – całe szczęście, że właśnie leciał „Matrix”, nie musiałem się gapić przez dwie godziny jak ściąga pół GB .deb-ów ;)) W każdym razie chciałem naprawić system plików, a pomyliłem partycję… Niezapomniane przeżycie. Porównywalne tylko z rm -rf / ;)

Wcześniej za to w pewnych okolicznościach w mieszkaniu przez kilka godzin nie było prądu. Po tych kilku godzinach był prąd, ale nie było monitora. Po prostu nie chciał się włączyć. Tak, ten wspaniały 19” LCD, taniocha za 1000 PLN ;) Siedzę teraz przed starym monitorem wyciągniętym z zakurzonego kąta, nucę „Back To the Primitive” Soulfly i planuję skorzystanie z rzekomo rewelacyjnej obsługi gwarancyjnej iiyamy (nawet dla takich tanich chłamów).

Aha, i jeszcze napęd CD/DVD zaczął w podejrzany sposób wibrować i wydawać niepokojące dźwięki (wzmacniane przez obudowę i biurko).

Fale Psujja muszą istnieć naprawdę…