Bóg istnieje?

Od paru tygodni mniej lub bardziej intensywnie przymierzaliśmy się do pieszej wyprawy w małej grupie bliskich znajomych. Co prawda dystans był niedoszacowany i ostatnią 1/3 przebyślimy auyobusem ;) ale największa obawa się nie spełniła: akurat dzisiaj pogoda była wyjątkowo znośna. Chmury, okazyjnie prześwitujące słońce i temperatura, która pozwoliła mi donieść jedną półtoralitrową butlę wody jeszcze częściowo pełną, a drugą oddać znajomym, którzy mieli pecha zakupić wodę zalatującą stęchlizną.

Jeszcze tylko tego brakowało bym uwierzył w opatrzność ;)

Reklamy

Trawa a siano

Kiedyś krążył taki „dowcip” – zadawało się komuś [podchwytliwe] pytanie: „kiedy się kosi siano?”. Kiedy zaskoczony interlokutor odpowiadał coś w rodzaju „Yyyy, eeeee, latem?…”, należało zrobić „HAHAHAHAHA! Siana się nie kosi, kosi się trawę!!”.

Dzisiaj to już nie takie zabawne. Nie ma trawy do koszenia, jest samo siano.

Lupki

Czasem coś mi się takiego robi, że loop device przełącza nazewnictwo z /dev/loopN na /dev/loop/N, przy czym udev się popisuje swoją mądrością i tworzy tylko /dev/loop/0. Co jakiś czas podmontowuję kilka systemów plików siedzących w normalnych plikach i jeśli jeszcze kilka razy będę musiał robić ręcznie mknod w /dev/loop, to chyba coś mnie trafi. Sęk w tym, że to nie zawsze się dzieje. Ktoś może wie o co chodzi?

Mógł być tu już miesiąc temu

…czyli Anielska Cierpliwość Nie Zawsze Popłaca.

Monitor wrócił z serwisu. Po zaledwie pięciu miesiącach. Najpierw nie dało się z nimi skontaktować. Potem kurier zawiózł do „jakiegoś” serwisu, nie tam gdzie trzeba. Za drugim razem trafił. Potem Jezuch cierpliwie czekał. W końcu się zniecierpliwił i wysłał sondę. W odpowiedzi dostał informację, że monitor został wysłany, oraz link do strony firmy przewozowej z historią zlecenia. Na stronie tej Jezuch dowiedział się, że ponad miesiąc temu kurier „próbował” dostarczyć paczkę, ale „nikogo nie zastał” (i to dwa razy), co jest tak prawdopodobne jak upadek meteorytu dokładnie na głowę któregoś Kaczyńskiego (a szkoda). Po dwóch próbach monitor wrócił do serwisu, gdzie nikt się nie zorientował, że coś jest nie tak.

W stylu Jezucha nie jest bluzganie i wyzywanie. W stylu Jezucha jest wbijanie szpilek. Wysłał więc grzeczny list, uzrojony w parę szpilek. Po dwóch dniach bez odpowiedzi wysłał następne kilka szpilek. Odpowiedzi dalej nie ma, ale za to jest monitor.

Yay!…

Wynik operacji: monitor działa – w sensie elektronicznym; w sensie mechanicznym nie jest tak różowo. Naprawili elektronikę, ale popsuli podstawkę. Przez mniej więcej półtorej godziny Jezuch się męczył i kombinował co tu z tym fantem zrobić. Obecnie monitor stoi na zasadzie „cud”. W każdej chwili jestem gotowy go łapać ;)

Tak oto traktuje się klienta kupującego tani model…