Układ 1984

Tak mi się nagle przypomniało, że oglądając wiadomości miałem pewnego rodzaju apokalipsę [w sensie: „objawienie”]. Któryś z halfingów, nie pamiętam już który, kwakał, że „coś tam coś tam mimo ataków układu!”. Coraz bardziej absurdalna absurdalność pojęcia „układu” chyba uruchomiła jakiś trybik w mojej machinie asocjacyjnej, bo nagle stanęła mi przed oczami scena z „1984”, w której partyjny ważniak wykrzykuje coś w rodzaju „coś tam coś tam mimo ataków agentów Goldsteina!” [delikatnie parafrazując żeby aluzja była bardziej oczywista]

A chwilę wcześniej wydawało mi się, że słyszę Gomułkę… Albo Gierka… [co za różnica? ;)]

Reklamy

Mówcie mi Drakul

Dochodzi północ, a ja dopiero teraz zaczynam odczuwać energię do działania.

Poza tym: nie lubię nadmiaru światła; moja ulubiona pogoda to wilgotna szaruga (a co za tym idzie, ulubiona pora roku to jesień, nawet z zimą ostatnio wygrywa); lubię przechadzki wieczorem lub nocą [żeby tylko było to tak bezpieczne… ;)]. Całość obrazu psuje tylko to, że staram się być wegetarianinem i nie mam awersji do czosnku (niektórzy uważają, że lubię wcinać czosnek ot tak, bez obróbki – ale nic z tych rzeczy), za to tytuł Trutki Na Jezuchy u nas w domu przysługuje majonezowi ;)