To może i ja spróbuję

Ponoć w Internecie pełno jest ogłoszeń desperatów co „nie mają kiedy albo nie potrafią” znaleźć sobie partnera/partnerki, a przecież wiadomo, że jak w sylwestra się nie ma takiegoż/takiejż to śmierć murowana [rzekł martwy po ponaddwudziestokroć]. Pomyślałem, że co mi szkodzi, w końcu należę do tej drugiej grupy, więc a co, raz się żyje [albo nie umiera?], niech to diabli, motyla noga, psia mać i wogle [nałka na bojsku] [ale żem pojechał, nie?].

Nieatrakcyjny, najprawdopodobniej inteligentny, hipotetycznie mądry poszukuje pięknej, obiektywnie inteligentnej, bezsprzecznie mądrej, olśniewająco pięknej, młodej z wyższym wykształceniem (najlepiej doktorat z habilitacją) fanki Meshuggah, The Dillinger Escape Plan, Neurosis, Isis, Minsk, Tusk, Cult of Luna i Slayera (na wszelki wypadek) by spędzić uroczy wieczór siedzenia (dosłownie) i kręcenia nosem (metaforycznie) na cywilizację w okowach fascynacji materiałami pirotechnicznymi przy dźwiękach wspomnianych wyżej zespołów w domowym zaciszu (sarkastycznie).

PS.: A nade wszem unosił się duch Strony Qltu Dżiza, która była umarła razem z Polboksem, ale żyje w zaświatach. Łezka i tak dalej.

Epokowe wynalazki: kupowacz(ka)

W wiadomościach pokazali przedstawicielkę nowego zawodu: kupowaczka prezentów na zamówienie. To jeden z tych pomysłów, które uporczywie nie chcą przyjść do głowy, a jak przyjdą komuś innemu, pozostaje tylko trzepnięcie się w czoło na widok takiej oczywistości.

Może jednak jest nadzieja dla moich bliskich i znajomych, że coś ode mnie kiedykolwiek dostaną! Czy raczej „ode mnie”, ma się rozumieć. [hahahaaaa!]

Polskie motto / wigilia mizantropa

W święta nawet sąsiad mówi ludzkim głosem.

[Założę się, że przede mną wymyśliło to co najmniej kilka milionów ludzi.]

A ja wigilię spędzę w pracy — chociaż wszyscy na urlopach i będę siedział sam (intranet uparcie twierdzi, że mi [jeszcze?] nie przysługują, a ci, z którymi mogę to rozstrzygnąć, sami są na urlopach). Ale nie narzekam; posiedzę sobie trochę w ciszy i spokoju (wspominałem już, że wszyscy na urlopach?), podczas gdy reszta domowników wpadnie w świąteczną histerię, co co roku wprawia mnie w zażenowanie. Ale skoro sprawia im to taką niesamowitą frajdę, to nie mogę przecież rozczarować i nie pożreć wszystkiego, prawda? Poczucie obowiązku — słyszę twój zew!

[PS. Poświęćmy minutę ciszy ku pamięci biednych karpi…]

Bałagan w Kalifornii

Nawet w Google może być bałagan. Parę dni temu dotarła do mnie druga koszulka. Ale z tego co ludzie piszą na liście dla mentorów, bynajmniej nie jestem jedynym, powiedzmy, szczęściarzem. Hipoteza robocza jest taka, że firma (zewnętrzna; nawet Google czasem musi szukać najtańszego podwykonawcy) zajmująca się wysyłką pogubiła się w „krzaczkach” w adresach, które kazali popoprawiać – nawet myślników nie chcieli – i pewnie im się pomieszały poprawki z oryginalnymi danymi.