Wyznania socjopatycznego absolwenta

Od prawie 10 lat już każdego roku mikołajki są dla mnie Dniem Dziękczynienia – dziękczynienia za to, że już nie jestem w szkole i nie muszę przechodzić ponownie przez ten horror. Na skali najgorszych dni w roku zawsze na szczycie były mikołajki, potem długo, długo, DŁUUUUUUGO nic, potem walentynki i zaraz za nimi cała reszta (tak, pierwszy dzień szkoły też razem z innymi).

Generalnie w czasach szkolnych byłem bardzo układnym chłopczykiem i nigdy na nic się nie skarżyłem (co ładnie brzmi, ale jest prawdą tylko w przybliżeniu, bo miałem swoje momentu buntu – tak ze dwa (ale że nikt w żadnej szkole nie zauważył, że mam dysgrafię, to chyba pewien powód do dumy)). Raz tylko zapytałem wychowawcę w liceum czy udział w tej farsie (mikołajkowej) jest faktycznie obowiązkowy, na co on potwierdził, a ja, zrezygnowany, nie targowałem się ani chwili dłużej. To prawdopodobnie był błąd, ale taki wtedy byłem. I cierpiałem w milczeniu.

Taki ze mnie Cruciphoros.

Advertisements

One thought on “Wyznania socjopatycznego absolwenta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s