Opowieści z Firmy: ze ślepej kiszki na świecznik oraz powrót kandydata marnotrawnego

[Muszę szybko napisać zanim zostanie Kolegą! Wtedy jakoś będzie to… nie teges, czy coś.]

Zespół się rozrasta. W związku z tym znów musieliśmy podręczyć panią Specjalistkę ds. Relacji Pracowniczych, która zajmuje się takimi sprawami o znalezienie nowego pokoju. I znalazła — okupowany przez grupę mocno zakorzenioną w Firmie, która jednakowoż się ostatnio skurczyła co nieco. Dla nas pokój w ślepej kiszce robił się za mały, dla nich zaś ich — za duży. Cyrków z jednoczesną przeprowadzką nie będę opisywał, bo nie przepadam za cyrkiem.

Nowy pokój znajduje się w oficynie, dokładnie w rogu na samym końcu, z którego przez okna widać bramę wjazdową i drogę dojazdową. Z mojego siedziska nawet widać oś tej drogi. Z jednej strony fajnie to, bo mamy taki system wczesnego ostrzegania („Kierownik idzie! Trzeba zacząć zaczynać pracować!”, co, tak się składa, następuje zwykle nie wcześniej niż o jedenastej), ale z drugiej czuję się tam jak na świeczniku. Nie obejdzie się bez odmachania nadchodzącemu Kierownikowi. Nie wspominając o tym, że aby tam dojść, trzeba obejść oficynę, przedrzeć się przez bramki w wejściu głównym (po drodze jest jeszcze śluza), wejść piętro wyżej po schodach (przez drzwi na kartę), przejść obok naszej ślepej kiszki, przejść całą długość oficyny do schodów na dół (przez kolejne drzwi na kartę) i dopiero do drzwi do pokoju (tym razem na klucz).

A tuż obok jest wyjście prosto przed bramę.

Jezuch: Ktoś sprawdzał czy można wyjść tymi drzwiami obok?

Kolega: Nie można.

Jezuch: Widziałem, że ktoś nimi wychodzi. Ale chyba tylko robole.

Kolega: To można postaraj się o przeniesienie do roboli?

Jezuch: Hm, czy ja wiem? Chociaż może wtedy życie będzie o wiele prostsze…

Ale tego, dlaczego Zespół się rozrasta? [Głupie pytanie — przecież dlatego, że mamy Kupę Roboty! Lepiej zapytać „Jak?”]

Nasza swego czasu jedyna nadzieja, który w ostatniej chwili powiedział, że ma lepszą fuchę, zadzwonił jakiś tydzień później do Kierownika. Dowiedzieliśmy się o tym kiedy ten wszedł do pokoju (jeszcze w ślepej kiszce) zanosząc się niemal histerycznym śmiechem. „Zgadnijcie kto dzwonił!!”, w sensie. Pan Nadzieja nadział się na ten jego Polski Oddział Pewnej Zagranicznej Firmy, a może lepiej powiedzieć, że się na nim przejechał, i zmienił zdanie. Miał pracować w Stolycy, a zesłali go gdzieś do Łodzi (ładne miasto, i blisko, ale jemu się nie podoba) i do pracy nad czymś zupełnie innym niż mu obiecywali, w związku z czym za [niechętnym] porozumieniem stron rozwiązał umowę po tygodniu. I jest!! Z miesięcznym poślizgiem, ale jest.

Inna sprawa, że dla nas to ciągle o jednego (lub jedną) za mało. Ale z tym to jest już historia na inną okazję…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s