Nie dla mnie koleżanki!

Wychodzi na to, że radość z wywołania wilczyc(y) z lasu była trochę przedwczesna. Okazało się, że obie — powtarzam: obie — kandydatki wykazały niekompatybilność temporalną z działem kadr. Mówiąc mniej ściśle: stwierdziły, że mogą przyjść porozmawiać tylko o ósmej lub osiemnastej. Bo pracują. Powtarzam: obie.

Co być może niektórzy już zauważyli, odnosi się to do obu kandydatek. (Więcej już nie będę powtarzał.) Przewinęło się przez naszą rekrutację już co najmniej kilkunastu osobników płci męskiej i żaden nie marudził — przyłazili grzecznie w środku dnia. Czy to jakaś kwestia płciowa? Jako że nasz pokój jest pełen dociekliwych nerdów (sztuk trzy, planowane pięć), nie przepuściliśmy okazji, żeby pogrzebać się trochę w stereotypach. Czyżby kobiety uważały, że zasady są by je przestrzegać, zaś mężczyźni, że są by je łamać? Po cholerę tak się przejmować czasem pracy kiedy się szuka nowej roboty?

Dziwne, dziwne… No, ale skoro nie chcą…

Rachityczny arachnid

Nie wiadomo skąd, w łazience znalazł się arachnid. Poznałem to po tym, że pomiędzy prysznicem a zasłonką była nić. I pomimo rachityczności arachnida, była ona niezwykle mocna i odczuwalna, jak jakaś cuma. Niestety nie przepadam generalnie za przemocą, ale nie miałem czasu na subtelne perswazje, więc powiedziałem „spłyń” i arachnid spłynął. (Siłą cieczy.)

PS.: Nawiązując do gierki słownej z tytułu: ktoś reflektuje na orzeszki arachnidowe? (O żesz ku, orzeszku!)

O wilczycy mowa

Kierownik rzekł:

– Mamy pierwszą kobietę! – Po czym po chwili dodał: – W końcu jakaś kobieta złożyła u nas CV. Nawet [Dyrektor Działu] się zainteresował!

[Taki to ewenement. Niestety.] A po paru minutach:

– O! Jeszcze jedna!

Czyżbym wywołał wilczycę z lasu? I to od razu dwie? Nieszczęścia chodzą parami? Od przybytku głowa nie boli? Czy też klęska urodzaju?

Każę Kierownikowi złożyć dokładny raport z rozmowy kwalifikacyjnej ;)

Wnioski z aktualizacji

W końcu, po długich przygotowaniach (jeden wieczór) i odważnej decyzji („KMail się ładnie zmigruje? No to lecim!”), nie wspominając o kilku miesiącach przygotowywania gruntu (brawurowa instalacja pilotażowa na komputerze w pracy), zainstalowałem KDE 4.2.

Jest parę rzeczy, które złośliwie nie chcą działać (w pilotażu wszystko śmigało, grrr), ale najważniejszy wniosek jest następujący:

NIENAWIDZĘ PŁYNNEGO PRZEWIJANIA, NIENAWIDZĘ, NIENAWIDZĘ!!!!!

Najgorsze jest to, że zaraza ta dotknęła także KMail i nie wiem jak to wyłączyć, aaaaaaaaaaaaAAAAAAA!!!

1234567890

Geeczy świat już najwyraźniej huczy od tego: w naszej strefie czasowej (CET) walentynki (14.02) rozpoczną się tego roku uniksowym czasem 1234567890.

jezuch@zx-spectrum-1:~/stars$ date -d @1234567890
sob, 14 lut 2009, 00:31:30 CET

Niektórzy wieszczą już koniec świata z tym związany, ale to tylko dlatego, że żyją w zacofanych rejonach Ziemi, gdzie czas wlecze się kilka godzin za nami i rzeczona rzecz zdarzy się w piątek trzynastego. Europa środkowa nie jest katastroficzna tylko romantyczna! (Reumatyczna?)

Jezuch i kalendarz

Sukces! Już siódmego dnia miesiąca się zorientowałem, że należy przekręcić kalendarz na ścianie. W styczniu trwało to co najmniej dwa razy tyle.

[Kalendarz przyszedł z National Geographic. Lutowe zdjęcie: piramidy w Gizie. Trochę mało lutowe — nawet nie są przysypane śniegiem, pfeh.]