Nazwy

Jednym z moich niespełnionych marzeń jest mieć zespół muzyczny (pieniądze, sława i groupies, oh yeah!!!). Co oczywiście nigdy się nie ziści, bo nie umiem na niczym grać i nie zapowiada się, żebym miał cierpliwość się nauczyć. To zresztą i tak nieważne, bo jak mizantrop, do tego nerd, miałby się odnaleźć w grupie innych ludzi?

Tak czy siak, czasem przychodzą mi do głowy różne pomysły. Na przykład na nazwy. Obok klasycznych, zaproponowanych mi przez jeden z miliona generatorów nazw zespołów:

  • Plastic Canyon
  • Fountain of Shit

(szczególnie się identyfikuję z tą drugą)

…mam też parę potencjalnie oryginalnie własnych (potencjalnie bo pewnie się okaże, że i tak ktoś już tego używa). Na przykład:

  • Proxy Music (nie to, żebym był fanem, chociaż jedną płytę Bryana Ferry’ego znam i bardzo lubię)

To moja ulubiona. Ale myślę, że gdybym był w bardziej poważnym nastroju, ukradłbym tytuł z jednej z najlepszych płyt ostatnich lat, jawnie deklarując inspirację:

  • Pravus

Natomiast parę dni temu przyśniło mi się trochę abstrakcyjne:

  • Hannenan

Nie wiem co to znaczy; to była nazwa wykonawcy, którą mi pokazał pewien DJ (we śnie), którego poprosiłem (nadal we śnie), żeby mi zaproponował „coś z techno”, „ale nie jakąś prymitywną sieczkę”. Uhm. No cóż, przypuszczam, że, jak się upierał pewien znajomy z pyrymyry, dobre techno nie jest złe (a mnie mimo wszystko zawsze trochę ciągnęło w te rejony).

A ponieważ nigdy żadnej z tych nazw nie wykorzystam, można kraść. Share and enjoy.

Reklamy

Sen na zmianę czasu

Ja przestawiam zegary, a Ty śpisz.

Śniło mi się, że miałem na koncie kilka milionów złotych, tak ze trzy z kawałkiem; coś to miało jakiś związek z „poprzednią robotą”. Miałem te miliony rozdzielić między „potrzebujące instytucje”, ale na szczęście mogłem uznać, że sam jestem potrzebującą instytucją. [A może nie?]

To był dobry sen.

[W RL część tych milionów bym z pewnością przekazał na rzecz Frontu Walki Ze Zmianami Czasu. Bij, zabij!!]

Moda na oskarżanie

Jak rząd rządem i jak świat światem rząd ten czy tamten zawsze rządził wątpliwie. Ale nie przesadzajmy. Podczas ostatnich głośnych protestów pewien związkowiec oburzał się w TV, że przedsiębiorcy wykorzystują kryzys, żeby sobie dawać podwyżki, a pracownikom obniżki.

To jest wina rządu.

Aha.

[Jako nieopierzony anarchista odnoszę bardzo silne wrażenie, że rząd nie może nic na kryzys sensownego poradzić a może najwyżej zaszkodzić. Rooseveltów u nas ostatnio brak. Więc lepiej żeby rząd się nie mieszał, a my dajmy sobie spokój z wyciąganiem rączek po jałmużnę i zajmijmy się wreszcie budowaniem lepszej Polski po naszemu.]

protected enum WTF

Poszukiwałem dzisiaj przyczyny pewnego niepożądanego zachowania się programu w pracy. Poszukiwania skończyły się dość szybko, gdy znalazłem następujący fragment kodu w zewnętrznej bibliotece:

   protected static enum Flags
   {
      FUNNY(0x1), WEIRD(0x2), EVIL(0x4), INSANE(0x8), BUGGY(0x16);
      final byte mask;

      Flags(int mask)
      {
         this.mask = (byte) mask;
      }
   }

Przez chwilę patrzyłem na to z pewnym niedowierzaniem, a potem solidnie zaliczyłem glebę ze śmiechu. Kierownik też.

Po czym uświadomiłem sobie z dodatkowym rozbawieniem, że dwie ostatnie wartości zostały dodane w ramach poprawki błędu zgłoszonego… przeze mnie.

Paskudztwo bez smaku

Po wyrywaniu ząbka mam zapisany antybiotyk; jest to typowa piguła w-zasadzie-bez-smaku, co mi przypomniało pewną historię z dzieciństwa…

Dawno, dawno temu miałem łyknąć jakieś lekarstwo. Była to typowa piguła w-zasadzie-bez-smaku, przed którą broniłem się bardzo walecznie.

– Ale dlaczego nie chcesz?

– Bo jest niedobre!!

– Ale przecież to jest bez smaku! – Śmiali się ze mnie.

Nie potrafiłem tego wtedy wyjaśnić, ale to było obrzydliwe właśnie dlatego, że było bez smaku: takie nijakie, szorstkie coś lepiące się do języka. FUJ!!

Na szczęście dzisiaj jestem twardzielem i żadne paskudztwo mnie nie przeraża.