In Academia

The tooth, the whole tooth and nothing but the tooth.

Ząb mnie boli.

Ściśle rzecz biorąc to nie nazwałbym tego bólem, ale cały czas jestem szczególnie świadom jego obecności. Tak jak przystało na dziurawy ząb.

Jeszcze obecność. Bo miało go nie być od wtorku wieczór.

Dlatego właśnie jest dziurawy, ale jeszcze jest: nie dał się wyciągnąć, skubany.

Przy okazji dowiedziałem się z grubsza mniej więcej jaki jest mój próg bólu, mimo znieczulenia, które znieczuliło wszystko poza wnętrzem szczęki (które jest najbardziej bezpośrednio zainteresowane): wystarczająco wysoki, by pani doktór poddała się wcześniej niż ja, po około trzech kwadransach ciągnięcia, rozwiercania i jeszcze więcej ciągnięcia.

Później przy okazji dowiedziałem się ile czasu mniej więcej zajmuje mi przejście od bramek do naszego nowego pokoju. Pomiar został dokonany przypadkiem i bez takiego zamiaru, a wynik wyciągnąłem później z danych w piwie (systemie Przyjść i Wyjść): przeszedłem cały dystans w jedną stronę i zaraz wróciłem ażeby udać się z zębem na dalszy etap epopei. Szacunkowy czas: minuta piętnaście sekund.

Dalszy etap epopei miał miejsce w Akademii Medycznej, a właściwie w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus (Jezu, co za nazwa…). Ponieważ jest to akademia, po korytarzach kręcą się studenci — a także po salach klinicznych, gdzie pacjent, który doczekał się swojej kolejki, jest w pierwszej kolejności rzucany ich (studentów) żer, zanim werdykt wyda ktoś z dyplomem (i uprawnieniami).

Słyszałem kiedyś historię, że dawna Jugosławia stała swego czasu na polskich dentystkach. Jugosławia miała duże zapotrzebowanie na specjalistów stomatologów, najwyraźniej małą podaż tychże specjalistów, a że Jugosłowianie byli przedsiębiorczy, a Polki piękne i wykwalifikowane, Jugosłowianie intensywnie żenili się z polskimi dentystkami.

A potem była wojna, ale to inna sprawa.

W każdym razie po odwiedzinach Akademii i rozejrzeniu się po korytarzu, a już szczególnie po obejrzeniu i obejrzeniu przez studentkę, która mi przypadła (a właściwie której ja przypadłem), muszę stwierdzić, że Jugosłowianie zdecydowanie nie byli głupi. Podobne wrażenia miałem jak dotąd tylko na Wydziale Chemii (Politechniki)…

(Potem, kiedy wróciłem ze zdjęciem, które zalecił lekarz, asystował przy mnie pewien studencik, który wydawał się jakiś taki zagubiony i onieśmielony — szczególnie w porównaniu z tamtą energiczną i przejętą swoją, obecną tudzież przyszłą, rolą (bo przecież nie mną) studentką…)

[A tak już zupełnie na marginesie zupełnie nieistotna informacja, że muszę z wykończeniem zęba zaczekać do czwartku; i nie tylko tego zęba, ale też sąsiedniej ósemki, która najprawdopodobniej była sprawcą całego zamieszania i która wyrosła tak niefortunnie, że też trzeba się jej pozbyć.]

Advertisements

One thought on “In Academia

  1. Ósemek najlepiej pozbywać się od razu. Ja się pozbyłam od razu jak wyrosła, wyrywanie trwało 20 sekund. Ósemki tylko stwarzają problemy, a nie są przydatne.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s