Matura z tańca / wspomnienie

Wczoraj w Pewnym Serwisie Informacyjnym zżymali się trochę z tych, co się zżymali z „matury z tańca”, znaczy się z matury w szkole tańca i wcale nie „z”, tylko z teorii. Jak dla mnie pytanie przykładowe było trudne, ale to typowa pamięciówka, więc nie moja działka. Za to wypowiadająca się maturzystka (czy też jakoś w okolicach) – ślicna jak z obrazka, jak to się mówi.

W mojej klasie w liceum też była taka jedna, co pewnie mogłaby zdawać taki przedmiot na maturze. Chodziła na zajęcia tańca i często się tym chwaliła (albo też zwyczajnie opowiadała, nie pamiętam jej jako nadętej czy coś). Najładniejsza w klasie – przynajmniej w moich nie wiadomo jak bardzo wypaczonych oczach – przy czym uroda w tych moich nie wiadomo jak bardzo wypaczonych oczach obejmuje nie tylko wygląd fizyczny, ale także sposób, hm, bycia (jak można się domyślić po niedawnym wpisie, ekstrawertycy, czy raczej: ekstrawertyczki, nie mają u mnie wielkich szans; zakładając, że komuś by na tym zależało).

Gdzieś pomiędzy trzecią a czwartą klasą wyszła za mąż i nigdy więcej jej nie widziano.

Pewnego razu (zanim wyszła za mąż, ma się rozumieć) podczas powrotu z klasowej wycieczki, pociągiem, zaszyłem się instynktownie w możliwie pustym przedziale – szczegółów nie pamiętam, bo całe wspomnienie się kręci wokół tego, że ona przyszła do tego mojego odludnego przedziału i zaprosiła mnie do swojego, dzielonego z paroma innymi dziewczynami. Przypuszczam, że były (one wszystkie) bardzo zdesperowane. Przedział był zaciemniony i panowała w nim jakaś taka mistyczno-intymna atmosfera. Nie pamiętam czy był tak jeszcze ktoś mojej płci. Chyba nie. Nadal wszystkie wspomnienia kręcą się wokół jednego zdarzenia: rozmowa (w której, jak przypuszczam, uczestniczyłem wyłącznie duchem) zeszła „niespodziewanie” na tematy damsko-męskie (ale to nie były dzisiejsze czasu – żadnego werbalnego hard-porno), skumulowane w pytaniu skierowanym bezpośrednio i niedwuznacznie do mnie: „kto jest Twoim ideałem dziewczyny”?

Zrobiłem tylko minę godną Mony Lisy, wbiłem wzrok w podłogę i nie powiedziałem, że, wówczas przynajmniej, to ona była moim ideałem dziewczyny.

Na tym wspomnienie się urywa.

Taaaaaaak, to były czasy. Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak.

Advertisements

2 thoughts on “Matura z tańca / wspomnienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s