Wyższość zimy nad latem udowodniona

Dowód jest wręcz trywialny:

1. Zimą, jeśli komuś nie odpowiada temperatura, można się cieplej ubrać; ilość iteracji jest ograniczona wyłącznie względami praktycznymi.

2. Latem można się tylko rozebrać, co jest ograniczone nieprzekraczalnym i bardzo bliskim limitem zera absolutnego. A i wtedy niewiele to pomaga.

QED.

[Zupełnie nie rozumiem jak to możliwe, że gatunek ludzki powstał w Afryce. Do tego na sawannie.]

Głupie pytania, część 59.

Statystycznie rzecz biorąc, ile procent wpisów na blogi powstaje w łazience?

[W moim przypadku – sporo. Na drugim miejscu jest „w drodze na autobus”. Coś trzeba robić podczas tych piętnastu minut – na przykład myśleć o byle czym – no i wychodzą z tego różne pomysły. Ale potem jest cały dzień innych rzeczy i mało z tego w końcu trafia na bloga. Więc łazienka wygrywa.]

Ci miastowi

Józefów to nie wieś. Ale też nie wielkie miasto. 20 tys. mieszkańców na relatywnie dużej przestrzeni piasku i sosen (jak to na Mazowszu). Ale najwyraźniej nie-wieś jednak wygrywa:

Mama pojechała do sklepu w Centrum (pół godziny piechotą z mojego domu przy granicy miasta) i oto co tam zobaczyła. Przed kasą urosła spora kolejka, bo przy kasie siedziała młoda i niedoświadczona pracownica, która co chwilę leciała na zaplecze dowiedzieć się co to jest za dany towar (i ile kosztuje, przede wszystkim). Z zakupów mamy wątpliwości wzbudziły co najmniej dwie rzeczy:

– To są brzoskwinie, czy te drugie?

– To są nektarynki.

– Aha… A to jest kapusta, czy sałata?

Wiem, że to szokująca scena, ale czasem trzeba pokazać coś drastycznego, kiedy inaczej się nie da. Bo wszyscy od dawna wiedzieliśmy, że prędzej czy później do tego dojdzie, prawda?

Wywiad z wampirem

Słyszę was! [Nadal w swoim egoistycznym zadufaniu będę uważał, że posiadam swoją prywatną super-moc w postaci zdolności słyszenia sygnałów echosondy nietoperzy. Cóż, każdy ma taką super-moc na jaką go stać.]

Dzisiaj latające myszy wyleciały jeszcze sporo przed zmrokiem i mogliśmy przekonać się, że mamy tutaj całkiem spore stadko. Są urocze. I całkiem zgrabnie latają.

A brat twierdzi, że kiedy wczoraj wieczorem wracał do domu, jeden z nich się prawie z nim zderzył [brzmiałoby to dramatyczniej gdyby nietoperze nie posiadały super-mocy omijania niewidocznych przeszkód]. Bliskie spotkanie drugiego-i-pół stopnia…

Nagły atak buraka

Burak z parteru kontratakuje. Od dwóch dni niemal bez przerwy puszcza w kółko te same bodajże pięć kawałków. Szału można dostać. Można by dostać nawet gdyby to było coś dobrego.

Anegdota: pewna znajoma mamy miała podobny problem z lokalnym burakiem. W końcu dostała tego szału i puściła Mozarta, na podobnym poziomie decybeli.

Policja przyjechała niemal natychmiast.