Kronika jednej nocy

Wieczorem:

– Chcą wojny? No to walczymy!

(Oraz coś o „waleniu po oknach”; nie jestem pewien w jakim to było kontekście, ale trochę wcześniej był jeden z zatargów z sąsiadem.)

– Mamusiu, siedzę z kumplami i piję wódkę.

(Też nie znam kontekstu. Raczej nie dzwonił do mamusi, ale nie wiadomo.)


Podobno hałasy odbywały się z przerwami przez całą noc, ale jakoś mnie akurat nic nie obudziło. Dopiero się ocknąłem…


Ok. 4:00:

– Zamknąć się wreszcie! Jest środek nocy! Bo zadzwonię na policję!

(Podziałało na jakieś 1,5 godziny. Mniej więcej dwie godziny wcześniej rozpętała się intensywna burza; ogłuszające grzmoty były jak miód na uszy.)


Ok. 6:00:

– (…) Już drugą noc przez was nie śpię i trzeciej nie chcę! Tu mieszkają ludzie i trzeba się z nimi liczyć! Hałasować to możecie u siebie!

– Ale ja jestem u siebie!!

(Warto zauważyć, że odpowiedź była wyraźnie rzucona głosem kogoś innego niż przedstawiciela bydła ryczącego; może to bydło rogate? Kiedy niechętnie znikli w zagrodzie, obywatelka-pacyfikatorka wraz z inną obudzoną obywatelką zaczęły się zastanawiać czy oni kiedykolwiek śpią, a także wysunęły supozycję, że to wszystko przez wakacje i brak szkoły.)


Ok. 6:30:

(Wsiadając do samochodu, być może to ta druga obywatelka.)

– Nie wiem jak można być tak prymitywnym. Nie może mówić normalnie tylko się wydziera. Mam bardzo odpowiedzialną pracę i właśnie tam jadę, a przez was nie mogłam się wyspać. Nie chciałby pan, żebym panu robiła dzisiaj znieczulenie.


Ponoć jeszcze wcześniej było kilka innych awantur, ale to wiem tylko z relacji tych, którzy nie mają takiego snu jak ja. A po południu pod drzwiami mieszkań co najmniej na całej naszej klatce znalazł się fantastycznie niewiarygodny elaborat pt. „BIOGRAFIA”; ale zanim go opublikuję na cały Internet, może lepiej będzie, jeśli na niego rzuci okiem policja. Albo raczej psychiatra.

[Już po moim powrocie z roboty przedstawiciel bydła ryczącego zajechał swoją zajebistą furą na osiedle. Rozmawiał przez komórę i wspominał między innymi o sąsiadach; a w furze dało się zauważyć (nie było dobrze widać z mojej wysokości) fragmenty zarysu jakiejś kształtnej, ehem, niuni.]

Reklamy

3 thoughts on “Kronika jednej nocy

  1. Och, była i wizyta do spółdzielni, i na policję, i sąsiadka ponoć napisała już wniosek o eksmisję… Ten elaborat sugeruje raczej policję właśnie, a nie straż miejską. [BTW: Dopiero kilka dni temu się dowiedziałem, że Józefów w ogóle ma straż. Przejechał mi przed nosem taki śmieszny samochodzik z herbem ;) Wszyscy się dziwili jak im o tym mówiłem.]

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s