Dwudziestu braci

Ta strona powiedziała mi, że pośród 332955 przetestowanych osób było jeszcze 20 użytkowników debianowego Iceweasela 3.5.6-1 w polskiej wersji językowej. Całkiem sporo, bym powiedział.

Poza tym jestem wyjątkowy! Nikt inny nie miał takiego zestawu wtyczek. Ha!

Reklamy

Hej ho, hej ho, na urlop by się szło

Wczoraj się dowiedziałem, że Firma to jest taka firma, która woli, żeby przez pół miesiąca nikt nie pracował, niż wydać trochę więcej pieniędzy (na pracowników). Chociaż, z drugiej strony, może to tylko osobisty pomysł Dyrektora (vice-, spółki zależnej), który wszystkim dał polecenie służbowe: idźcie na urlop. Ten zaległy, z zeszłego roku. Akurat tak się składa, że w Zespole średnia ilość niewykorzystanych dni z poprzedniego roku wynosi około 10 (czyli dwa tygodnie, czyli z grubsza pół miesiąca) i rośnie dramatycznie jeśli się uwzględni naszego projektora (który ma w domu małe dziecko, wicie rozumicie).

Reakcje były różne. Kierownik i Kolega byli rozbawieni, mówiąc delikatnie. Kolega na przykład zadzwonił do kogoś poinformować go, że będzie niedostępny. „Pierwsze cztery tygodnie marca!”, oznajmił radośnie. Chciałem przy tym zauważyć, że „pierwsze cztery tygodnie lutego” brzmiałyby lepiej, bo to jednocześnie ostatnie cztery tygodnie. Kolega Najnowszy i Kontraktor Nawrócony pracują zbyt krótko, żeby mieć jakieś monumentalne zaległości, i to oni zaniżają średnią. Natomiast Kolega Nowszy był wściekły. Wściekał się, że pod koniec roku miał ujemną ilość dni urlopowych do wykorzystania, więc siedział grzecznie i pracował. Jednakże był to błąd, jak się okazało, bo pani Kadrowa po prostu zapomniała coś tam mu odkliknąć i, jak się okazało, Kolega Nowszy jednak miał kilka dni na plusie. I o to właśnie się wściekał.

Widzicie, Kolega Nowszy to taki osobnik, który bezwzględnie egzekwuje wszystkie swoje prawa pracownicze – czy to urlopy wypoczynkowe, czy okolicznościowe, czy wyposażenie stanowiska pracy (ludzie z logistyki od dawna go unikają). „Gdybym wtedy wiedział, to bym wykorzystał przed końcem roku!!!”, krzyczał, a my wszyscy się śmialiśmy.

My, którzy nie mamy takich problemów.

Ja osobiście mam do wykorzystania z zeszłego roku „tylko” 11 dni, ale ja się jeszcze nie łapię na wyższą stawkę urlopową. Co, biorąc pod uwagę, że uwielbiam się obijać, nasuwa pytanie: skoro nawet ja mam tyle niewykorzystanych dni urlopowych, to może po prostu należy się ich za dużo?…

Nieeeeeeeeeeeeeeeeee tam.

Niech żyje socjalizm!

[A ja się po prostu martwię o dobro Projektu, dlatego nie chadzam na urlopy. Przecież na poprzedni poszedłem zaledwie półtora miesiąca wcześniej!]

Ja, poeta

Wczoraj w drodze do autobusu przyszło mi do głowy, że miarę mnie jako artysty poety może być następujące stwierdzenie:

Mój naj-najlepszy wiersz ma aż cztery wersy i tylko jeden rym częstochowski.

Trochę deprymujące, chyba.

[A poza tym został napisany ponad sześć i pół roku temu i prawdopodobnie nie jest mój, tylko jest złapaną przypadkiem transmisją z Astralu. To też deprymuje.]

U hu ha

W telewizorze zapowiadają „straszne mrozy” i pokazują polarnika, który radzi jak się ubrać na „ekstremalne temperatury”. A ja na to mówię:

HAAAAAHAAAAAAAAHAAAAAAA!!!

Pan polarnik powinien również zaśmiać im się w twarz, bo niby jak się mają temperatury rzędu -80°C z bieguna do naszych „ekstremalnych mrozów” na poziomie (och nie!) -25°C? (ZGROZA!) Ja tam nawet palta nie zapinam. Chodzę dokładnie tak samo przy plus pięć i minus dziesięć a przy minus dwudziestu zaczynam się zastanawiać, że może jednak bym teoretycznie założył, gdyby mi się chciało znaleźć, czapkę czy rękawiczki… I owijam szalik wokół szyi, zamiast nosić go zwisającego luzem. Tylko gardło jakoś mi nie lubi chłodu.

Jaki jest mój sekret?

Sadełko! Bywa mi zimno w dłonie, a uszy i nos czasem szczypią, ale brzuszek nigdy nie czuje żadnego chłodu! Metoda stara jak zwierzęta: jeśli nie chcesz marznąć – przytyj! [Można też się przelecieć z ciężką torbą z zakupami – co prawda spala to nasze zbawienne sadełko, ale przy okazji rozgrzewa jak mało co.]

A jeśli nie chcesz rozwiązać problemu i wolisz zrzędzić na wstrętną pogodę, to zwyczajnie histeryzujesz.

Bojkot ryb

Ogłaszam prywatny bojkot ryb. Rabunkowa gospodarka prowadząca do przełowienia i dewastacji mórz i oceanów to pikuś przy tym, że jak się usmaży taką rybkę, to potem przez kilka dni nie da się wytrzymać w kuchni.

Ratuję swój nos! Po prostu mówię „nie”! (Może przy okazji uratuje się parę rybek, ale to cel drugorzędny. Nos ważniejszy.)

Oświecenia

Oświecenie to zabawna rzecz. Mozolisz się z badaniem przyczyny dziwnego zachowania się programu, idziesz pewnym określonym tropem, zastanawiasz się nad kolejnym krokiem, a tu nagle BAM ni stąd ni zowąd ukazuje się odpowiedź.

Najciekawsze w tym jest to, że odpowiedź wcale nie znajduje się jeden logiczny krok dalej – że nie domyślisz się jej bezpośrednio na podstawie aktualnie posiadanej wiedzy. Ona jest dalej – na właściwej ścieżce, ale nie tuż przed nosem. Wygląda na to, że kiedy my tu stosujemy mozolnie logikę i rozum, mózg w tle na własny, em, akson dokonuje przeszukiwania przestrzeni rozwiązań. I zazwyczaj trafia pod właściwy adres przed logiką.

Miałem tak dziś w pracy. Oświecenie wzięło mnie z zaskoczenia. I na początku nie wiedziałem co się dzieje. Kierownik na pewno się ucieszył słysząc to ciche, nieśmiałe, niedowierzające „aaaaaahaha, już wieeeeeem….”