Pod kilkudziesięcioma centymetrami

Dwa razy dzisiaj nabawiłem się zadyszki i uciążliwej kolki (tylko wyjść poza granice Józefowa – do Warszawy – i zaczyna się mozół), ale nie zmieniam swojego postanowienia: nie istnieje w moim leksykonie pojęcie „brzydkiej” czy „złej” pogody. (Wyrzuciłem je, kiedy dotarło do mnie, że to po prostu kolejny przejaw zwykłej, ludzkiej arogancji.)

Za dawnych czasów ludzie radzili sobie ze śnieżnymi zimami po prostu nie wychodząc z domu, jeśli nie trzeba było. A akurat zimą zazwyczaj nie musieli. My, dzięki zdobyczom cywilizacji – musimy. Dlatego klnę nie na zimę, ale na cywilizację i tych, przez których przebijałem się przez falenickie nieodśnieżone chodniki. (Wyrzuciłem też ze swojego leksykonu pojęcie „musieć” – istnieje tylko przymus warunkowy, w sensie „muszę, jeśli”; człowiek jest skazany na wolność!)

Tymczasem zamiast zachowywać się jak rozpieszczeni Kalifornijczycy, radujmy się zimą, bo każda pogoda jest ładna. (Pogoda po prostu jest. Jeśli jest nam przez nią źle, to jest nasz problem, a nie pogody.) Jak ten sopel na latarni, podwójnie ładny w żółtym świetle lampy sodowej, które to (sopel i latarnię) widać z okna mojego pokoju w pracy. Nie daje mi spokoju w związku z tym pytanie: czy Dyrektor (który częściej lata po okolicy z aparatem niż siedzi w biurze) już go sfotografował?…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s