Krytyka krytyka

Kiedy sobie dzisiaj próbowałem uzasadnić dlaczego ostatecznie doszedłem do wniosku, że jednak With Echoes in the Movement of Stone jest najlepszą jak dotąd płytą Minsk (w sensie, że lepsza niż The Ritual Fires of Abandonment):

…”The Ritual Fires of Abandonment” jest jednak trochę niewolnikiem swojej formy

…podczas gdy „With Echoes in the Movement of Stone”, pomimo kilku słabszych momentów, jest urozmaicona i pełna niespodzianek.

Czy zaczynam już myśleć jak, nie dajcie bogowie, krytyk?

[Tak się składa, że podczas pamiętnego wesela kolega pana młodego argumentował, że kobiety nie mają obsesji analizowania muzyki pod kątem zapożyczeń i inspiracji i porządkowania pod względem „dobrości”. W ogóle różne dziwne rzeczy gadał po pijaku.]

Czekając na koparkę

Kiedy zakopało tych chilijskich górników, akurat mniej więcej zaraz po tym, jak przeczytałem „Czekając na Godota”, pomyślałem, że to fantastycznie dobra sceneria dla dramatu egzystencjalnego, takiego „Czekając na Godota” do kwadratu (albo i lepiej) – kilkudziesięciu facetów zamkniętych w ciemnym i ciasnym pomieszczeniu, w którym zupełnie nic się nie dzieje i którzy mogą wyłącznie czekać (sytuację psuje tylko to, że ratunek jest prawie pewny).

Ale nie pomyślałem, że przecież.

W dzisiejszych czasach najbardziej opłaca się zostać ofiarą (albo należeć do rodziny ofiary – czego się nie zrobi, żeby mieć kuzyna pochowanego na Wawelu albo pomnik ku jego pamięci, jak pokazują rodzime wzorce), bo po każdej tragedii pojawia się wielomilionowy kontrakt, a im bardziej odrażająca tragedia, tym bardziej wielomilionowy jest kontrakt. I jestem wobec tego wewnętrznie skonfliktowany, bo z jednej strony tak jakby trochę zalatuje to sprawiedliwością społeczną, a z drugiej jest zawiść (jak przystało na Polaka), że dlaczego ja nie jestem ofiarą jakiejś obrzydliwej zbrodni i nie należą mi się wielomilionowe kontrakty. Nie wspominając o deprecjacji cierpienia ludzkiego rzucanego na pożarcie plebsowi, bo to chyba oczywiste (sarkazm alert!).

I dlaczego mam dziwne wrażenie, że ja tak właściwie nie o tym chciałem?

Ekstrakcja

Jako Twórca (haha jasne) stoję w pozycji, w jakiej stoją wszyscy Twórcy – tak naprawdę sam nie wiem co napisałem. Nawet jeśli coś jest tak banalne i oczywiste, nie mogę przestać się zastanawiać do czego by się dokopał profesjonalny interpretator wierszy (np. ten kujon – a może to była kujonka? – w liceum, który/a wybrał/a „czwarty temat”, czy który to tam był, na maturze… istnieje w ogóle jeszcze coś takiego?). Temat oczywiście nie jest nowy; kiedyś napisałem takie abstrakcyjne coś, które miało przede wszystkim być niemożliwe do wymówienia przez cudzoziemców, opublikowałem z prośbą o „interpretację”, w drodze do sklepu wymyśliłem błyskotliwą własną, trzymającą się kupy i w ogóle (szkoda, że już jej nie pamiętam), a po powrocie dowiedziałem się, że to jest polityczny paszkwil.

Yhm.

W przypadku najnowszego Dzieła żadna autorska interpretacja nie istnieje i nie zaistnieje – najzwyczajniej w świecie nic tam nie ma. Ale czy ja w ogóle mogę to wiedzieć?…

„Mogłaś to być ty tam”

Jako się rzekło; w końcu usiadłem i zająłem się tymi dwoma wersami, które to zajmowanie się rozprzestrzeniło się chyba trochę, ale kto by spamiętał te wszystkie poprawki i szlify, jakie zawsze się wprowadza do jakże natchnionego, jedynego, niepowtarzalnego i od zawsze, od początku idealnego i nieskazitelnego Dzieła (pozostałe zgrzyty zostawiam jako licentia poetica, a tak naprawdę z lenistwa)…


gdy dnia tego przyszłaś tamże
i był jeszcze ktoś tam podal
kto tak spojrzał chciwie w twarz twę
jak tam stałaś wszedłszy z dwora
iskrę okiem niecierpliwą
śląc mu dałaś jaki sygnał
czy też raczej tako prosto
zbyłaś gbura, dalej poszłaś
mogłem to być ja tam

gdy dnia tego wszedłem takoż
wzniosłem wzrok swój widząc dziewczę
które zda się znam skądś jakoś
co żem chciał potwierdzić jeszcze
ta zaś niewidząco spojrzła
na mię gdym tam stał nic nie śmiąc
odwróciła się i poszła
zostawiając mnie samego
mogłaś to być ty tam


Oparte na faktach! Ale choćbyście mnie obdzierali ze skóry, nie przyznam się o kim rzecz.

[A teraz moi drodzy, przyznać się kogo jeszcze irytują „takoż” i „tamże”, hę?]

Spam of the week

Nie ma to jak list tak podnoszący na duchu jak ten:

Greetings

My name is Miss rither I Saw Your email address at site today and after giong through your profile i Become interested in you, so if you do not mind, I will like you to contact me back with my private email (…@hotmail.com) That I know can give you my pictures for you to know Whom I Am, although the flesh online searching for a true and honest man .. I believe we can move from here! Remember …, color, language or distance Does not Matter but Love matters a lot in life.

Best of my Regards

From

rither.

a lot of love and kissssssssss

Z drugiej strony kiedy sobie pomyślę, że takie rzeczy (pomijając błędy wszelkiego asortymentu) mogę przeczytać tylko w spamie… ;)

10.10.10

Wszyscy drodzy wyznawcy naiwnej wersji numerologii, mam nadzieję, że bawiliście się dobrze dnia tego minionego, 10.10.2010, i mam nadzieję, że ta jedna niesubordynowana „20” nie sprowadziła końca świata poprzez dysonans w dysharmonii sfer niebieskich. Następna okazja do szczerze nieskazitelnego świętowania dopiero za dziesięć lat, 20.20.2020!

[2+2=5 dla odpowiednio dużej wartości „2”. Matematyka nigdy nie kłamie.]