Ekstrakcja

Jako Twórca (haha jasne) stoję w pozycji, w jakiej stoją wszyscy Twórcy – tak naprawdę sam nie wiem co napisałem. Nawet jeśli coś jest tak banalne i oczywiste, nie mogę przestać się zastanawiać do czego by się dokopał profesjonalny interpretator wierszy (np. ten kujon – a może to była kujonka? – w liceum, który/a wybrał/a „czwarty temat”, czy który to tam był, na maturze… istnieje w ogóle jeszcze coś takiego?). Temat oczywiście nie jest nowy; kiedyś napisałem takie abstrakcyjne coś, które miało przede wszystkim być niemożliwe do wymówienia przez cudzoziemców, opublikowałem z prośbą o „interpretację”, w drodze do sklepu wymyśliłem błyskotliwą własną, trzymającą się kupy i w ogóle (szkoda, że już jej nie pamiętam), a po powrocie dowiedziałem się, że to jest polityczny paszkwil.

Yhm.

W przypadku najnowszego Dzieła żadna autorska interpretacja nie istnieje i nie zaistnieje – najzwyczajniej w świecie nic tam nie ma. Ale czy ja w ogóle mogę to wiedzieć?…

„Mogłaś to być ty tam”

Jako się rzekło; w końcu usiadłem i zająłem się tymi dwoma wersami, które to zajmowanie się rozprzestrzeniło się chyba trochę, ale kto by spamiętał te wszystkie poprawki i szlify, jakie zawsze się wprowadza do jakże natchnionego, jedynego, niepowtarzalnego i od zawsze, od początku idealnego i nieskazitelnego Dzieła (pozostałe zgrzyty zostawiam jako licentia poetica, a tak naprawdę z lenistwa)…


gdy dnia tego przyszłaś tamże
i był jeszcze ktoś tam podal
kto tak spojrzał chciwie w twarz twę
jak tam stałaś wszedłszy z dwora
iskrę okiem niecierpliwą
śląc mu dałaś jaki sygnał
czy też raczej tako prosto
zbyłaś gbura, dalej poszłaś
mogłem to być ja tam

gdy dnia tego wszedłem takoż
wzniosłem wzrok swój widząc dziewczę
które zda się znam skądś jakoś
co żem chciał potwierdzić jeszcze
ta zaś niewidząco spojrzła
na mię gdym tam stał nic nie śmiąc
odwróciła się i poszła
zostawiając mnie samego
mogłaś to być ty tam


Oparte na faktach! Ale choćbyście mnie obdzierali ze skóry, nie przyznam się o kim rzecz.

[A teraz moi drodzy, przyznać się kogo jeszcze irytują „takoż” i „tamże”, hę?]

Spam of the week

Nie ma to jak list tak podnoszący na duchu jak ten:

Greetings

My name is Miss rither I Saw Your email address at site today and after giong through your profile i Become interested in you, so if you do not mind, I will like you to contact me back with my private email (…@hotmail.com) That I know can give you my pictures for you to know Whom I Am, although the flesh online searching for a true and honest man .. I believe we can move from here! Remember …, color, language or distance Does not Matter but Love matters a lot in life.

Best of my Regards

From

rither.

a lot of love and kissssssssss

Z drugiej strony kiedy sobie pomyślę, że takie rzeczy (pomijając błędy wszelkiego asortymentu) mogę przeczytać tylko w spamie… ;)

10.10.10

Wszyscy drodzy wyznawcy naiwnej wersji numerologii, mam nadzieję, że bawiliście się dobrze dnia tego minionego, 10.10.2010, i mam nadzieję, że ta jedna niesubordynowana „20” nie sprowadziła końca świata poprzez dysonans w dysharmonii sfer niebieskich. Następna okazja do szczerze nieskazitelnego świętowania dopiero za dziesięć lat, 20.20.2020!

[2+2=5 dla odpowiednio dużej wartości „2”. Matematyka nigdy nie kłamie.]

Pytania, których nie zadaje się inżynierowi

– Na skali od 1 do 10, jak bardzo pana boli?”

– Nie mam zielonego pojęcia. Nigdy nie byłem na mękach u inkwizycji, więc nie wiem jak boli „10”. I wcale nie pomaga mi fakt, że ludzkie zmysły działają zasadniczo na skali logarytmicznej. Dobrze rozumiem, że zero to brak bólu? Ale wtedy dlaczego „na skali od jeden”? Czy przyjemność jest na tej skali ujemna? A czy jeśli czuję jednocześnie ból i przyjemność, to mogę używać liczb zespolonych?

[I to też.]

Brąz

Czasami zdarza się natknąć, głównie i przede wszystkim w literaturze amerykańskiej, na takie zdanie, dążące w sposób jawny i oczywisty do skonfundowania interlokutora poprzez szok: „A co byś zrobił, gdyby Twoja córka miała czarnego chłopaka??”.

Mnie też w pierwszej chwili na moment to skonfundowało i zszokowało.

Ale potem sobie przypomniałem, że mulatki wyglądają zajebiście.

[Czystość rasowa jest przeceniana. Jak historia długa i szeroka, najbogatsze – materialnie i kulturowo – zazwyczaj były te rejony, w który kultury się mieszały. Odezwał się tu właśnie pewien miłośnik historii to mnie poprawi jeśli się mylę.]

Rząd na dopalaniu

Na szczęście mniej więcej sto lat temu Amerykanie przeprowadzili zupełnie kuriozalny eksperyment, który tylko tam mógł zostać przeprowadzony: wprowadzili prohibicję. Eksperyment zakończył się spektakularnym fiaskiem, ale…

Niestety nikt się nic z tego nie nauczył. Ludzie nadal uważają, że zakazywanie i „wojna z [przeróżnymi substancjami]” są skutecznymi rozwiązaniami.

Nasz rząd właśnie nagle, niespodziewanie się ocknął i na coraz wyższym szczeblu władzy głosi „wojnę z dopalaczami”. Tyle ważnych spraw leży nietkniętych, zaniedbanych i ignorowanych, ale na dopalacze ruszyli na dopalaniu wielkiej mocy.

Każde najgorsze, najbardziej nieprzepychalne prawo da się przepchnąć dzięki argumentowi, że to ma chronić nasze dzieci, bo przeciw temu nikt nie odważy się zaprotestować (ten pedofil i dzieciożerca!). Tak jakby tym biednym niewiniątkom sprzedawcy wciskali te świństwa w gardło siłą, bo przecież to oczywiste, że ich „pociechy” są tylko ofiarami tych wstrętnych niegodziwców.

U nas w rodzinie Addamsów wszyscy są zgodni: wierzymy w selekcję naturalną1. Kto ma ćpać, ten będzie ćpał, czy jest zakaz, czy nie ma (pytanie tylko kto na tym zarobi). Jak mawiają Anglosasi, good riddance. Człowiek jest skazany na wolność, w tym wolność wyeliminowania się ze społeczeństwa. I niech rząd przestanie nas chronić przed nami samymi, bo tylko szkodzi ludzkości.


1 Należy zaznaczyć, że działa to tylko w połączeniu z informacją. Jeśli ktoś wie, że coś jest szkodliwe, a nadal się upiera, żeby sobie tym szkodzić, to jego problem, nie nasz.

„Radosna karteczka”

W Dziale Kadr panuje nepotyzm. Co wcale nie jest złe, bo Firma nawet zachęca Bliższe Relacje Międzypracownicze, a zwłaszcza1 Bliskie Spotkania Czwartego Stopnia, a zwłaszcza jeśli wynikają z tego jeszcze nowi potencjalni uzdolnieni pracownicy; a jak Firma mówi, że coś jest dobre, to jest dobre. Tym bardziej, że Kadrowa Młodsza jest znacznie ładniejsza niż jej matka, Kadrowa Starsza.

Kadrowa-matka zajmuje się Firmą-matką, zaś Kadrowa-córka zajmuje się, najzupełniej adekwatnie, Firmą-córką. Ja, nędzny wyrobnik, jestem częścią tej ostatniej (Firmy, nie Kadrowej), co mi nawet całkiem odpowiada, bo przy okazjach takich jak dzisiejsza, wybieram się do Kadrowej-córki, a nie do Kadrowej-matki. Okazją zaś było dostarczenie wniosku urlopowego.

Wchodzę więc do Pokoju i słyszę dźwięk zamierających rozmów. Odwracam się i widzę wbite we mnie wzroki nie tylko dwóch Kadrowych, ale też co najmniej całego, w 100% żeńskiego, Działu Kontroli. Ale to nic, dzielnie brnę w konsternacyjne odmęty. Chcąc się jakoś usprawiedliwić palnąłem z głupia frant dwa słowa wyjaśniające przyczynę mojej wizyty:

– Radosna karteczka!

Zdawało mi się, że usłyszałem z boku jakieś parsknięcie, ale zbyt mi się śpieszyło do gorączkowej ewakuacji, żeby próbować zidentyfikować czy było ono pogardliwe czy też wynikało ze szczerego rozbawienia…

Kiedy wróciłem do Zespołu, Kierownik, który wcześniej sugerował, żebym powiedział „cześć!” nowej sekretarce, urzędującej na tym samym piętrze, co Kadrowe, zapytał jak było.

– Człowieku! Byłem zbyt zdezorientowany tym, że najwyraźniej przerwałem jakąś babską konwencję!

I tak minął kolejny dzień kompromitacji w pracy.


1 – Czym się różni żaba od zwłaszczy? – Żaba jest cała zielona a zwłaszcza na pysku.