Cyniczny obraz życia współczesnego człowieka

Dzieciństwo: zabójca norm społecznych.

Szkoła: zabójca kreatywności.

Studia: zabójca ciekawości świata.

Praca: zabójca pasji.

Rodzina: zabójca miłości.

Starość: zabójca ciała.

[Jeśli ktoś może coś jeszcze dodać do tego obrazu, to z chęcią przyjmuję propozycje, ponieważ osobiście jestem dopiero na etapie „praca” (aczkolwiek przez studia przemknąłem bez większego uszczerbku na zdrowiu psychicznym, ponieważ w zasadzie chodziło mi tylko o papier potwierdzający to, co już umiałem). Jestem na etapie „praca” i nigdy nie przypuszczałem, że wybranie zawodu pokrywającego się z moimi zainteresowaniami może być tak wielkim błędem. Jestem również zdeterminowany przerwać tę ścieżkę cywilizacyjnej katastrofy przed etapem „rodzina”. Nie jestem jednak pewien czy znajdą się chętni (chętne, właściwie) do tego, żeby nie oznaczało to całkowitej rezygnacji z rodziny.]

Humor bibliotekarzy

Wstąpiłem dzisiaj do biblioteki oddać „Niepocieszonego” Kazuo Ishiguro (co to była za ciężka cegła). Pobłąkałem się trochę między regałami (znów przyszedłem nieprzygotowany i nie wiedziałem co począć) i w końcu wybrałem zbiorek esejów Umberto Eco. Cienki bo cienki, ale tak dla odmiany… (A tak naprawdę już pożyczyłem co miałem wypożyczyć od znajomej.)

Podaję więc bibliotekarce, a ona na to:

– Co tak cienko?…

To nieznośne uczucie sytości

Nie cierpię tego uczucia, kiedy żołądek kwili z pustości, a reszta organizmu uporczywie sygnalizuje, że już ma wszystkiego dość i ani mi się waż żreć jeszcze więcej.

Nie cierpię.

[Niemniej wydaje mi się, że jest to normalny stan cywilizowanego człowieka. Ile to razy już załamywałem ręce nad biedakami, którzy wierzą, że jak żołądek jest pusty, to śmierć głodowa jest tuż za progiem…]

Oops, I did it again

Byłem zalogowany z pracy na domowy komputer przez SSH. I gdy połączenie nagle przestało odpowiadać – na kogo zwaliłem winę?

W drodze powrotnej doszedłem do wniosku, że to pewnie modem się „zatkał”, jak to ten tani chłam ma w zwyczaju. Pierwszą rzeczą zatem, jaką zrobiłem wszedłszy do mieszkania, jeszcze zanim zdjąłem palto, to pstryknąłem modem, mamrocząc pod nosem jakieś bliżej niesprecyzowane pogróżki. Problem załatwiony.

Jednak gdy usiadłem przed komputerem, przekonałem się, że to był kolejny (drugi w ciągu półtora tygodnia!!) przypadek pochopnych założeń. Patrząc na ciemny ekran, który zupełnie nie reagował na wciskanie klawiszy i machanie myszą, pomyślałem, że przecież Linux się nigdy nie wiesza, prawda?

[Jak się potem okazało, nie wystarczy mieć 10 GB RAM. GCC 4.6 (ten jeszcze niewydany) z LTO napuszczony na kdelibs z KDE4 pożarł wszystko to, a potem jeszcze 7 GB pamięci wymiany. Bardzo się ucieszyłem to widząc. Bo to znaczy, że LTO działa! ;)]

Droga Tepso

Droga Tepso,

Pewne źródła wewnętrzne (macie kreta!) donoszą mi, że przyczyną, dla której tak długo muszę czekać aż ktoś raczy w ogóle zauważyć moje zgłoszenia, jest to, że „nie odbieram telefonu”.

Najwyższy czas, żebyśmy sobie coś wyjaśnili, bo widocznie nie mam co liczyć na spontaniczne zastosowanie racjonalnego wnioskowania z Twojej strony.

Chodzi o to, droga Tepso, że jeśli na formularzu zgłoszeniowym znajduje się pole „preferowana forma kontaktu”, to zakładam, że po coś ono tam jest. I naiwnie oczekuję dość oczywistego wniosku, że jeśli zaznaczę tam „email”, to robię to z jakiegoś powodu.

Na przykład: mój telefon (którego numer został ze mnie wciągnięty przemocą, sądząc po tym, że w ogóle jakiś masz, bo inaczej bym go nie podał) już od jakiegoś czasu nie działa.

Zatem: nie mam telefonu.

A poza tym: pieprzę telefony. I wszystkich tych, którzy są na tyle bezczelni, żeby wymuszać na mnie preferowaną przez siebie formę kontaktu kiedy dałem jasno do zrozumienia, że to nie jest mile widziane.

Reasumując, nie czuję się już źle, że moje ostatnie zgłoszenie zawierało kilka co bardziej „kwiecistych” sformułowań. Należało Ci się.

Z wyrazami szacunku,

Niezadowolony Klient.

Spalam się

My, informatycy, uwielbiamy opowiadać historie użytkowników-idiotów i gromadnie załamywać nad nimi ręce. Taka jesteśmy elyta, a cała reszta to „komputerowi analfabeci”, prawda?

Nieco ponad tydzień temu wróciłem do domu z wizyty u znajomych i stwierdziłem, że na modemie od Neostrady świeci się za mało światełek. Niewiele więc myśląc założyłem, że znów się zatkał, czy coś, więc go zrestartowałem nawet nie sprawdziwszy czy przypuszczenie jest słuszne. Jedynie już po fakcie zauważyłem, że monitor systemowy wykazywał w miarę normalną aktywność aż do mojego przyjścia. Niemniej połączenie już nie wstało. Nie wstało następnego dnia i nie wstało przez następny tydzień. Zgłosiłem awarię i załamywałem ręce nad niekompetentnymi idiotami, którzy mi popsuli łącze, zapewne podczas jakiegoś niedzielnego wdrożenia. Po tygodniu nawet, kiedy zgłoszenie awarii nadał było „w realizacji”, dorzuciłem do niego reklamację z paroma co bardziej „kwiecistymi” wyrażeniami. A dzisiaj…

A dzisiaj, kiedy leżałem w łóżku i próbowałem zasnąć, przyszło mi do głowy, żeby coś sprawdzić. Wygramoliłem się więc i pomacałem gniazdko telefoniczne…

I od tamtej chwili spalam się ze wstydu jak jasna cholera, bo kabelek leżał sobie w najlepsze na podłodze.

Niniejszym składam legitymację Klubu Elytarnych Wykształciuchów i oddaję się do dyspozycji komitetu ID-10-T.