Plusy i minusy bezreligijności

Piszę to wróciwszy z formowego „poczęstunku” Firmowego z okazji świąt. Plusem czegoś takiego jest wyżerka; minusem – konieczność wysłuchania Prezesa. Nie to, żeby źle mówił, czy coś, ale to tylko odciąga od wyżerki. Na szczęście sezon urlopowy się zaczął na dobre i nie było zbyt wiele osób, które by mnie dalej odciągały od wyżerki, przynajmniej tych z Zespołu. Jedyny pozostały kolega z mojego pokoju olał sprawę i poszedł na obiad płatny (frajer). Z jednej strony może to przejaw tego, że ostatnio stał się Poważnym Mężem i Ojcem, ale z drugiej co to za nieodpowiedzialność tak trwonić pieniądze tak krytycznie potrzebne Rodzinie, podczas gdy Firma stawia taką wyżerkę? No ale teraz to ja odciągam od wyżerki.

Podczas pogaduszki z jednym Kolegą z Zespołu, który „tymczasowo” przeszedł do innego Działu, napomknąłem coś o „święcie, którego nie obchodzę”. On na to: „Czyli w poniedziałek przychodzisz do pracy?”. Nie, nie przychodzę, a to dzięki temu, że ten dzień wolny został mi narzucony odgórnie przez tyranię państwa podobno świeckiego. Kiedyś się mówiło „dobry tyran” lub „zły tyran”; zdaje się, że dni wolne w święta, których nie obchodzę, to przejaw tej „dobrej tyranii”. To nasuwa myśl, że najlepiej w Polsce przechrzcić się na jakąś podobnie zaborczą religię, jak ta nasza „narodowa” – wtedy ma się wszystkie te ustawowo wolne święta, a także ustawowo nie-wolne dni, w które jednakowoż kategorycznie nie można pracować wedle swojej religii. Podobno szefostwo się wkurza, jak się robi takie numery, ale mam wystąpić przeciw swoim przekonaniom religijnym? Nigdy!

Tymczasem ja jestem bezwyznaniowy (w najlepszym razie mam swoją własną „religię”; czemu miałbym się ograniczać do cudzych pomysłów?) i większość świąt jest dla mnie niespodzianką, bo pomimo trzydziestu lat na karku nadal nie pamiętam i nie jestem w stanie przejmować się tym, kiedy akurat dane święto wypada. Niespodzianki bywają fajne, jak na przykład ten nieszczęsny poniedziałek – kolega pyta czy w takim razie przychodzę w poniedziałek do pracy, a ja na to „O! To poniedziałek jest wolny? Fajnie!”. Z drugiej strony jednak zdarzają się sytuacje z rodzaju „jak to wszystkie sklepy dzisiaj pozamykane?!?!”. Wiem, wiem, taki obibok jak ja powinien zawsze z wielką starannością pilnować kiedy może się obijać, ale może lubię niespodzianki? No, przynajmniej takie niespodzianki. Na podobnej zasadzie nastawiam sobie budzik dobrą godzinę wcześniej niż by wypadało, bo czyż jest coś fajniejszego niż zostać brutalnie obudzonym o bladym świcie i sobie uświadomić, że można sobie jeszcze poleżeć, i to nie pięć minut, ale całą godzinę?

Ktoś mógłby mi zarzucić, że tak strasznie wszystko spłycam, że życie nie ma dla mnie żadnej duchowej treści i w ogóle. Będę się mógł dokładniej ustosunkować kiedy ktoś mi powie co to właściwie znaczy, ale póki co wydaje mi się, że moje życie może jest zdominowane przez egzystencjalne zmagania i wieczny moralny niepokój, ale to wyłącznie przejaw tego, że za dużo myślę, i nie jest aż takie puste, żeby trzeba było je wypełniać jakąś duchową treścią (da się w ogóle?). Poważnie, dla ilu osób w dzisiejszych czasach święta (którekolwiek) są jakimś duchowym przeżyciem?

„Grzeczni ludzie obchodzą święta jak trzeba. Niegrzeczni ludzie obchodzą święta jak chcą.”

Wyżerka!

[Póki co jestem istotą zaspokojoną żołądkowo i mogę się zdobyć na trochę życzliwości. Taki mały strumień świadomości ode mnie. Nie ma za co.]

Advertisements

6 thoughts on “Plusy i minusy bezreligijności

  1. Widzę, że masz dobre podejście. Wygląda mi to na 5 przykazanie FSM :D

    > Naprawdę wolałbym, żebyś nie sprzeciwiał się fanatycznym, sadystycznym, szowinistycznym i pełnym nienawiści poglądom innych NA CZCZO. Zjedz coś, a potem zabiegaj o pierdoły.

    Lubię to

  2. Polemizowałbym z tytułowym pojęciem "bezreligijności", na 99% mogę założyć, że w jakiś sposób się religijnie realizujesz (1% rezerwuję dla kompletnie wybitnych ;P). Wadą naszej terminologii jest językowe powiązanie "religijności" z "religią", a religijnym (lepsze słowo — żarliwym) można być na wiele różnych sposobów. Kulinarne uniesienia też są formą bezreligijnyści ;)

    Zapewne miałeś na myśli samą wolność od religii. Ja wolny nie jestem, zawsze jakoś wpływa na moje życie. Gdybym był — jedzenie dziś mięsa nie sprawiałoby mi takiej radości :-)

    Lubię to

  3. Khem… duchowość != religijność. Zapamiętać. Jest wiele osób, które nie mają żadnego związku z którąkolwiek religii, a są uduchowione. Niektóre badania psychologiczne uwzględniają tę cechę.

    Ja natomiast charakteryzuję się zarówno niskim poziomem duchowości, jak i brakiem przejawów religijności.

    Lubię to

  4. "Poważnie, dla ilu osób w dzisiejszych czasach święta (którekolwiek) są jakimś duchowym przeżyciem?"

    Znam takie osoby i nie wszystkie są starymi babciami. Osoba najmocniej przeżywająca wszystkie te obrzędy i etapy roku liturgicznego jest młodszą ode mnie atrakcyjną dziewczyną ze ślicznymi oczami :) Zdziwiłbyś się, ile osób wynosi ze świąt religijnych otuchę. Chociaż oczywiście nie twierdzę, że jest to jakaś mega większość.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s