Głupie pytania, część 97.

Czy w Twojej okolicy też śmietniki ostrzegają „nie przynoś swoich śmieci z domu!”?

Mamam

Wyobraźmy sobie, że istnieje coś takiego jak „mamam” (rzeczownik). Zatem:

Ma mama ma mamama.

Powiedzcie to w towarzystwie i powiedzcie jaka była reakcja.

[Co niniejszym czynię.]

Żyjemy w bogatym kraju?

Fanom muzyki od dawna znane jest zjawisko, że my tutaj, w naszym biednym polskim grajdołku, płacimy za płyty ceny takie same jak płacą na Zachodzie, pomimo posiadania przez nasz kraj statusu kraju nie-do-końca-rozwiniętego. No, przynajmniej płaciliśmy, bo ostatnio tylko tacy wariaci jak ja jeszcze się przejmują plastikowymi krążkami w plastikowym pudełku z dodatkiem kawałka papieru i farby drukarskiej. Nieważne. Podobno chodzi(ło) o to, żeby Niemcy nie przyjeżdżali kupować hurtowo płyt u nas, zamiast u nich. Ale temat tej konkretnej głupoty już kiedyś przerabiałem.

Jestem geekiem, ale jakby trochę nietypowym. Moje biurko w pracy składa się z: biurka; laptopa. Koniec. Nawet myszki nie mam. Nie to co Kolega Nowszy, który przenosiny na inne biurko musi koordynować z ciężarówką do transportu całego tego jego sprzętu. Mój komputer w domu też „jedzie” nadal na dwurdzeniowym Athlonie 64 X2 w czasie, kiedy ta marka została już wycofana i pogrzebana pod co najmniej jedną inną późniejszą i również już wycofaną marką. Jedyne „gadżeciarskie” elementy to niestandardowo duża ilość pamięci i jeden z pierwszych SSD Intela (najlepszy zakup, jakiego dokonałem – ever!).

Mimo to co jakiś czas zdarza mi się napalić na jakieś urządzenie, którego i tak pewnie nie będzie chciało mi się kupić i/lub którego nie bardzo miałbym kiedy i jak używać. Przykład: Eee Pad Transformer. Czytam sobie i myślę, że za $400 to może nawet warto się zastanowić. W związku z tym chcę sprawdzić jaka jest/będzie dostępność w kraju nad Wisłą i dowiaduję się, że $400 zmienia się u nas w 2000 PLN (nie wspominając o obsuwie do końca maja). I jest to coś, czego nie rozumiem. Dolar co prawda ostatnio trochę się odbił (od trupa Osamy, czy jak?) ale na poziomie 5 PLN za $1 chyba nigdy nie był, a w rzeczywistym świecie bliżej jest połowy tego kursu. Blisko 100% marży dla importera to chyba drobne przegięcie, zwłaszcza zważywszy na to, że wszystko i tak jest Made in China (lub Korea), więc sprowadzenie do USA czy do Polski to odin hoj. Taki bogaty ten nasz nie-do-końca rozwinięty kraj, że stać nas na dwukrotne przepłacanie, czy po prostu jesteśmy krajem frajerów?

[Albo po prostu na niczym się nie znam i nic nie rozumiem, wszyscy znają racjonalne wyjaśnienie, a ja wychodzę na idiotę. Nic nowego, chyba. Może to funkcja tego, że ASUS popieprzył i wyprodukował za mało? Na Zachodzie, zgodnie z prawem podaży i popytu, cena poszła w górę (z tego co widzę), a u nas wyprzedzająco ustalono jeszcze wyższą?]