Głupie pytania, część 101.

Jaką temperaturę ma najgorętsza herbata, jaką jestem w stanie wypić?

[To jest trudniejsze niż się wydaje. Zawsze fascynowało mnie, że ludzie piją herbatę ledwie kilka minut po zaparzeniu, kiedy, wedle moich standardów, jest jeszcze substancją zagrażającą zdrowiu. A może ludzie wcale nie piją wrzątku, tylko tak się przechwalają?… Hm.]

Najbardziej polecana rzecz, jaką obejrzałem w tym roku

Właściwie to cały czas, kiedy udawało mi się obejrzeć kolejny „odcinek” TED, cieszyłem się na to, że zbliżam się do tego właśnie, który widziałem polecany w co najmniej kilku miejscach (czyli w kilku więcej niż zwykle).

Kathryn Schulz: On being wrong

I wcale się nie dziwię, że ludzi tak to podnieciło, bo tabu narzucone nam przez społeczeństwo na konieczność posiadania racji we wszystkim, to jedna z najgorszych zaraz umysłów we współczesnych czasach. Kto się myli, ten: jest ignorantem, a jeśli nie, to jest debilem, a jeśli nie, to aktywnie działa na szkodę społeczności. A myli się każdy, kto ma inną opinię niż nasza. Tak zostało to nam wpojone. I wszyscy się mylimy.

[Teraz już wiecie co powiem, kiedy następnym razem będę plótł jakieś głupoty, haha.]

Nie patrz na tęczę!

Tęcza jest taka fajna, że jest, no, tęczowa. Z jednej strony czerwień, z drugiej – fiolet. A jak wiadomo za fioletem (w przypadku tęczy: wewnątrz) jest nadfiolet. A nadfiolet może wypalić oczy!! Tak więc: nie patrzeć na tęczę!!!

[Z drugiej strony jest podczerwień. Nie patrz na drugą stronę, bo cię poparzy!]

Najbardziej inspirująca rzecz, jaką obejrzałem w tym roku

Oj, ale się zapóźniam…

Sarah Kay: If I should have a daughter…

Odnoszę wrażenie, że (prawie?) każdy kiedyś, w dzieciństwie, myślał, że jest drugim Mickiewiczem. Ja też coś tam gryzmoliłem i nawet nie wstydzę się tego tak bardzo patrząc na swoje „utfory” z perspektywy czasu. Czasem nawet (jakoś raz na kilka lat) napadnie mnie jakiś „liryczny nastrój” i wyjdzie coś, na co póki co nie mogę spojrzeć z perspektywy czasu. Inna sprawa, że jestem w tej dziedzinie profanem doskonałym: nic nie czytam, nic nie szukam, nie znam teorii. A mimo to aspirowałem do bycia drugim Mickiewiczem. Teraz już nie, bo już nie jestem młody i głupi (tylko stary i głupi). I czasem tylko trafiam zupełnie, całkowicie przypadkiem na coś, co stworzył któryś z Prawdziwych Mistrzów i odechciewa mi się dotykać klawiatury.

Powyższy film przedstawia jeden z takich przypadków, wyjątkowy w tym, że chodzi o poezję mówioną, a nie czytaną. I co mnie przy okazji w tym irytuje, to że ona najwyraźniej jest młodsza ode mnie. I na pewno ładniejsza, ale to inna sprawa…

[Tak, w życiu każdego przychodzi taki moment, w którym się okazuje, że młodsi nie tylko mówią z sensem, ale nawet są w czymś lepsi. Zgroza, powiadam wam.]

Cień

Widziałem dziada… Bogowie okazali się łaskawi i rozsunęli chmury na parę minut w czasie, kiedy wracałem z autobusu. „Dziad” już się dosyć wysunął z cienia, więc żadnego czerwonego Księżyca nie widziałem, ale zawsze coś…

Tymczasem przede mną szła grupka „młodych, kulturalnych mężczyzn”, zupełnie nieświadomych spektaklu rozgrywającego się dokładnie na wprost przed ich oczami. Punkt dla mnie!

[Rodzinka za to jeździła samochodem w poszukiwaniu miejsca możliwie pozbawionego drzew (w tym mieście to trudna sprawa) i guzik zobaczyła. Punkt dla mnie! ;)]