William Gibson jest zajebisty

Ludzie z planety XXI Wiek, jesteście porąbani:

The other thing that sent me on that program was a worrying sense I had, by the end of my sixth novel, that my yardstick of absolute quotidian weirdness was actually an ‘80s yardstick. In order to accurately judge the degree of cognitive dissonance I’m inducing in the reader with my fiction, I need a yardstick of how weird the world is right now, and by the time I got to “All Tomorrow’s Parties” (1999), the world outside the window was fully as weird as the world of [the book]. Then we abruptly found ourselves in the post-9/11 era, when the 21stcentury seriously began, and my yardstick was just too short. I couldn’t navigate. Where those last few novels have fit for me in the process was getting myself a really contemporary early-21st-century yardstick of weirdness. And now, if I want to write something set in a future rigorously imagined from this incomprehensibly strange and complex world we now live in, I’ve taken the measurement of that, to some extent, by writing the fiction, just by opening myself further to the weirdness of it.

Chciałbym umieć się wyrażać – na bieżąco! – tak jak on ;)

Reklamy

Ach ta ACTA

Tydzień temu mieliśmy zaczernioną środę w sprawie SOPA/PIPA, a teraz, sądząc po linkach podsuwanych mi pod nos przez Gógle Nius, nagle się zagotowało w polskim Internecie, że też chcemy mieć zaciemniany protest. Zwracam uwagę: nagle. Umowa ma być podpisana pod koniec tygodnia i jakoś nigdy wcześniej o tym nie słyszałem (nie dość głośno, w każdym razie). Mniej więcej gdzieś tak podczas łykędu pojawiły się pierwsze wzmianki w mediach, a dzisiaj darcie szat jest już w pełnym rozpędzie.

W sumie to nawet dobrze. Lepiej późno niż wcale, a (jak już gdzieś zauważyłem we wcześniejszym wpisie) zwoływanie luda na gwałtu rety w ostatniej chwili jest jakoś perwersyjnie skuteczne.

Co mi się jeszcze wyłoniło z zupy linkowej z Gógle Nius, to że do wczoraj ACTA było sukcesem polskiej prezydencji, a dzisiaj podobno już nie jest, zaś co niektóre organizacje sugerują nawet, żeby Polska podała rzeczoną ustawę do unijnego trybunału sprawiedliwości. Hah. To się nazywa zabawna sytuacja.

[Od naczelnego tropiciela spisków (nie „teorii” tylko spisków!) w mojej rodzince dowiedziałem się też, że to nie żadni Anonimowi atakują strony naszych instytucji rządowych, tylko sam rząd, żeby mieć pretekst do wprowadzenia stanu wyjątkowego, zgodnie z pewną niedawno podpisaną przez prezydenta ustawą…]

Jeszcze zabawniejsza rzecz, jaką obejrzałem w tym roku

Okazuje się, że jak się zadeklaruje, że coś jest naj- w danym okresie czasu, kiedy upłynęło zaledwie 1,6% tego okresu czasu, to można się pomylić! Co za niespodzianka! Ale nic to, można zadeklarować, że znalazło się coś jeszcze zabawniejszego. Na przykład:

What we learned from 5 million books

A do tego niezmiernie ciekawego i fascynującego dla kogoś, kogo podnieca przetwarzanie danych, zwłaszcza dużych ilości danych. Polecam ;)

Krzyżówki? Kolorowanki??

Razem z najnowszym rachunkiem za Plusa przyszło coś. Coś grubszego. Na nędznym papierze, w formie kodeksu (czyt.: książeczkowej) następujące rzeczy: kilka kolorowanek, kilka krzyżówek i kilka białych stron szumnie nazwanych „notesem”. Nic z tych rzeczy na nic mi nie jest potrzebne (no poważnie, na nędznym papierze??) więc zrodziło się pytanie: co za genialny algorytm doszedł do wniosku, najwyraźniej, że jestem, najwyraźniej, w wieku, w którym powinienem mieć już dzieci?

[To załatwia kolorowankę. Z drugiej strony dostrzegam insynuację, że jestem obywatelem śmiertelnie znudzonym i/lub bez żadnych ambicji intelektualnych i że krzyżówka wydaje mi się atrakcyjnym sposobem skracania sobie czasu, jaki mi pozostał do zgonu.]