Kilka spostrzeżeń muzycznych na koniec stycznia

No decay found in Neurosis: jest to płyta, która otwiera się przed słuchaczem dopiero po którymś przesłuchaniu… Czyli jest dokładnie taka, jaka powinna być płyta Neurosis ;) Jest na niej, moim skromnym zdaniem, parę słabszych momentów, aczkolwiek: „Bleeding the Pigs” – miłość od pierwszego wsłuchania.

Tańczcie, tańczcie i dla mnie!: recenzent napisał o nowej płycie Dead Can Dance, pierwszej od wielu lat, że zawiera esencję stylu zespołu i niewiele więcej, zatem jest interesująca tylko dla starych fanów i nie zdobędzie żadnych nowych. Uważam, że to kompletna bzdura, bo jest kompletnie na odwrót: starzy fani powiedzą „phi, nic nowego”, zaś nowym fanom zaprezentuje zespół w pigułce i to lepiej niż składanka „best of”, dzięki czemu się nim zainteresują bliżej. Tak jak i ja uczyniłem.

Dźwięcznie i wdzięcznie?: a skoro już mowa o powrotach… Przyznam się, że na początku powrotna płyta Soundgarden niezbyt mi się spodobała. Brzmieniowo jest to przedłużenie „Down on the Upside”. Melodycznie – coś zupełnie innego. Przypuszczam, że po prostu panowie są o te kilkanaście lat starsi i bardziej dojrzali muzycznie i moją pierwszą reakcją było „to nie jest MÓJ ukochany Soundgarden”. Ale przecież sam jestem o kilkanaście lat starszy i mam rzekomo bardziej dojrzały gust, więc trzeba się wysilić i posłuchać innym uchem ;)

Hearing the Seer: koleżanka twierdzi, że „nie da się słuchać”; ale ona lubi nieco inną odmianę Swans (tę z anihilatora), a to jest (słowami recenzenta) „stary, dobry Swans”. Ja uważam, że świetnie się tego słucha podczas czytania ;) No i okładka strasznie mi się podoba (przypomina stare, dobre czasy).

Reklamy

WhoCares

Wszelkie znaki na niebie i na ziemi (czyt.: Google) wskazują, że jeszcze nie wspominałem o tym, jakim wspaniałym przedsięwzięciem jest WhoCares (a nawet jeśli to nie szkodzi wspomnieć ponownie, nawet jeśli teraz trochę to suchar). Wystarczyłaby już sama dobroczynność i szczytny cel (odbudowa szkoły muzycznej zburzonej przez trzęsienie ziemi w Armenii), ale to nie do tego, żebym o tym wspomniał ;) Do tego musi być jeszcze muzyka tak porywająca jak wydany przez nich singiel. Przeważnie jestem sceptycznie nastawiony do takich superkolaboracji, ale w tym przypadku muszę powiedzieć, że nie tylko się dziadkowie (Gillan i Iommi) postarali, ale wyszło im coś wręcz natchnionego, o czym przekonuję się od nowa przy każdym przesłuchaniu.

Szacun. Poważnie.

Urlop

Ach, urlop…

Jeśli chcesz pognębić niewolników, powiedz im, że przez jeden czy dwa dni w tygodniu mogą robić to, na co mają ochotę; w ten sposób pamięć o wolności nie zagaśnie i będzie ich dręczyć przez resztę tygodnia. Ale jeśli nawet mimo tego pogrążą się w apatii i przestaną czuć ból istnienia, powiedz im, że co jakiś czas mogą sami sobie wybrać kiedy chcą robić to, na co mają ochotę.

Nie, wcale nie uważam, że jesteśmy niewolnikami; to tylko niegroźna cyniczna uwaga z mojej strony. Tak naprawdę uważam, że feudalizm nigdy nie został obalony, tylko zmienił nazwę i dokonał kilka innych kosmetycznych zmian. Nie zdziwię się jeśli „najnowsze badania” wykażą, że nasz durny gatunek ma to we krwi.

(…)

Kolega: I jak z tym [problemem]?

Ja: Eeeeeeee, yyyyyyyyyy, na razie nic nowego..

Szef: Nie czepiaj się go, nie widzisz, że już jest jedną nogą na urlopie?

Ja: Raczej w wariatkowie…

(…)

– Kup sobie sanki. Widzisz jak się ładnie zrobiło? Wyjedź gdzieś!

– Z kim?

– Sam pojedź.

– Pff.

– Pojedź z bratem.

– PFF!

(…)

Ach!…