Mazowiecki Trud Próżny

Czy naprawdę Mazowiecki Park Krajobrazowy jest tak nieatrakcyjny, że nie ma żadnych aktualnych (nowszych niż z 2009 roku) map obecnie dostępnych? (A i tych trochę nieświeżych też trzeba szukać gdzieś w Białymstoku?)

Reklamy

Drogi Jarosławiu

Drogi Jarosławiu, jesteś ładnym miastem, niegdyś bogatym, dzisiaj trochę podupadłym, acz z dużym potencjałem turystycznym, co zdajesz się dostrzegać, ale musisz zrozumieć jedną rzecz: turysta, trafiając na rynek, nie robi tego z zamiarem umarcia z głodu. Tak, wiem, są bardzo dobre lokale w okolicy, ale trzeba ich poszukać (albo znać kogoś wtajemniczonego). Też wyznaję zasadę, że turystyka mija się z celem jeśli jest zbyt łatwa (biuro turystyczne obwożące po „najważniejszych” miejscach, na które można rzucić okiem nie ruszając nawet tyłka z siedzenia? brrrr), ale bez przesady…

W każdym razie było wino (piwo, właściwie, Leżajsk, konkretnie), kobiety (jedna chórzystka w zespole dotychczas wyłącznie męskim) i śpiew (około 90 minut psalmów), więc było dobrze ;)

[Niedawno marudziłem, że gdziekolwiek się pojedzie, tam w sklepach to samo. Możesz, drogi Jarosławiu, zatem chyba sobie wyobrazić moje rozczarowanie, kiedy w sklepie (na Podkarpaciu) znalazłem dobrze mi znany twaróg z mazowieckiego Garwolina.]

Najbardziej usypiająca rzecz, jaką obejrzałem w tym roku

Nie dlatego, że nudna, ma się rozumieć.

Russell Foster: Why do we sleep?

Właściwie to nie ma tam nic nowego, bo wszyscy wiemy, że sen jest ważny. Ale też wszyscy, w sytuacji braku czasu, zawsze jako pierwszy poświęcamy sen. Socjaliści co prawda wywalczyli nam trójpodział dnia na równe części na pracę, sen i czas własny, i wówczas była to dramatyczna poprawa sytuacji, ale to i tak jest lipa. Praca nie popuści i nie odda ani sekundy z tych ośmiu godzin prawie codziennie (z dokładnością do tolerowania obijania się w pracy i przyzerowej wydajności przed pierwszą kawą). Wszystkie sprawy nie dotyczące bezpośrednio pracy, ale z nią związane, takie jak dojazdy, poranny prysznic, śniadanie – spadają więc na działkę „prywatną” czasu. Państwo również domaga się swojej porcji łażenia po urzędach. Dorzućmy sprawy rodzinne i tym podobne i „czas wolny” szybko staje się stworzeniem mitycznym. Sięgamy więc do tej ostatniej rezerwy czasu, jakim jest czas na sen. Tymczasem im mniej śpimy tym gorzej wykonujemy wszystko inne i tym bardziej rośnie potrzeba ograniczania snu… Wszystko to takie oczywistości, że aż wstyd o tym pisać ;)

Jedno spostrzeżenie muzyczne na początek sierpnia

Dzisiaj tylko jedno.

Ultraviolet prześwietlone: Z wywiadów się dowiadywaliśmy, że będzie mroczniej niż na poprzedniej płycie – i jest, w zasadzie. Szlam przemienił się w klimat i szorstkość, co wcale nie jest złe, wręcz przeciwnie, bo ile można polewać mułem. Zaczyna się mocno („Unspoken”, „We’re Taking This”), ale szybko się okazuje, że całość cierpi na nieco ostrzejszą formę choroby, której objawy można było zauważyć również na poprzedniej, poza tym bardzo dobrej: kawałki bez pomysłu i bez nastroju („Back and Forth”, ugh; „What Does It Take”, ech). Nie wiem, może granie ich sprawia większą frajdę niż słuchanie, albo po prostu mam taki dziwny gust… Ale generalnie jestem rozczarowany, pomimo bardzo obiecujących momentów.


Jako bonus dorzucę informację, że „Vertikal” Cult of Luna jak dotąd pozostaje głównym kandydatem na płytę roku ;)