Ósma rano, XXI wiek1

Niedawno się przeprowadziłem i od tamtej pory w drodze na stację, z której odjeżdżam do pracy, przechodzę obok skrętu do szkoły, do której chodziłem w młodości. I o ile NIE wywołuje to u mnie lawiny wspomnień, bo ulica zmieniła się tak, że własna matka by jej nie poznała, o tyle w końcu do mojego [t]opornego umysłu dotarło dlaczego szkoła zaczyna się o morderczej godzinie ósmej. Wyobraziłem sobie bowiem, że jestem rodzicem, który pędząc do pracy odstawia juniora do przybytku indoktrynacji edukacji po czym sam jeszcze godzinę stoi w korkach w drodze do pracy.

I oto rozwiązanie zagadki: kolejny przykład znęcania się nad dziećmi w imię wygody dorosłych!

[Poważnie? Żartem? Pół serio? Sam(a) zdecyduj ;)]


1 Ciekawe czy ktoś skojarzy do czego nawiązuje ten tytuł?

Reklamy

Małe manifesto

– Od „ja” nie zaczynamy zdania!

– Więc ja zaczynam.
(Tak, jestem świadom, że złamałem dwie prześwięte zasady. A nawet trzecią, bo słownik mi mówi, że nie ma słowa „prześwięte”. Ale od czego są zasady jak nie od tego, żeby je kreatywnie łamać? Nie jestem niewolnikiem dogmatów językowych!!)

[Kiedy postawię przecinek nie tam, gdzie trzeba, też się tak tłumaczę ;)]

Ballada o żyrandolu

Kupiłem żyrandol do pokoju, który kiedyś by się nazwało „bawialnią”, „gościnnym” albo (gdyby się chciało snobować) „salonem”. Żyrandol składa się z metalowej płyty (głównej, chciałoby się rzec), z której zwisa kilkadziesiąt szklanych dzyndzelków. Dzyndzelki znajdują się w trzech pudełkach i trzeba je samemu pozawieszać. W trakcie tej procedury (która, o dziwo, zajęła mi mniej niż godzinę), wyobrażałem sobie jak projektant w firmie oświetleniowej przedstawia ten projekt szefowi. Szef widzi te wszystkie dzyndzelki….

– Pan to chyba nienawidzi naszych klientów… Podoba mi się! Do fabryki z tym!

Kocia szkoła wychowania

U mnie w domu prawie zawsze były jakieś koty. Teraz również mam dwa. I po tych wszystkich latach karmienia, rozpieszczania, bawienia się z nimi, noszenia na rączkach, karcenia, gdy zrobią coś głupiego i obserwowania z bezgraniczną miłością – dzisiaj sobie uświadomiłem, że chyba muszę już zacząć się nastawiać, żeby się pilnować, żeby na swoje własne dzieci (kiedy/jeśli już do tego dojdzie) nie wołać „kici kici!”…