W którym zostałem nazwany smakoszem

Miałem sposobność obczajenia nowego w mej miejscowości lokalu; wstąpiłem więc, obaczyłem pustki (cóż rzec, pora pewnie nie taka, jeszcze się lokal nie rozkręcił), usiałem gdzieś w kącie. Dostałem kartę. Miałem ochotę na rybę, a że jedyną rybą był grillowany łosoś, zamówiłem łososia. Że – wierzcie państwo albo nie – do tej pory nie miałem okazji napić się Guinessa, a był w karcie, to zamówiłem Guinessa. I nie wiem czy to ten zestaw dań, czy sposób, w jaki spróbowałem w nieznany mi sposób przyrządzonego purée, ale naraz usłyszałem jak ktoś (właścicielka, jak mniemam) woła do mnie, że chyba jestem smakoszem.

Cóż miał rzec taki cham z Politechniki jak ja, ja nie to, że to musiało być ino przypadkiem. Bo nie dość że cham to jeszcze uważający jedzenie bardziej za nużącą konieczność niż codzienny gwóźdź programu… Smakosz. Dobre sobie ;)

Reklamy

One thought on “W którym zostałem nazwany smakoszem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s