My pretty hate machine

Na komodzie obok łóżka stoi obiekt, który pieszczotliwie nazywam „pretty hate machine„. Jest to budzik, czerwony, staromodny. Przy czym „staromodny” w dzisiejszych czasach oznacza przedmiot, którego jedynym przeznaczeniem jest bycie budzikiem, w sensie: nie aplikacja w telefonie. Budzik z natury cyka i tyka uspokajająco (lub wkurzająco, jak kto lubi) i ma bateryjkę, która jakiś rok temu zdechła. Od tamtej pory stoi ów, martwy, na tej komodzie jako swoiste memento, skazany na wieczne wskazywanie godziny 12:01.

A przynajmniej stał. Albowiem parę dni temu jakieś zamieszanie związane z zaspaniem i macaniem na ślepo doprowadziło do tego, że pretty hate machine poleciało na podłogę, w którą to wyrżnęło z wielkim łoskotem. I cud się stał! Machina odżyła! Znów cyka jednostajnie uspokajająco i już nie wskazuje wiecznie godziny 12:01. Myślałem, że podycha może parę chwil i zatrzyma się znów na jakiejś zupełnie przypadkowej godzinie. Ale nie. Trzecią noc już dzielnie cyka i tyka i się nie poddaje. W sumie to nawet pocieszające, coś jak wizyta starego przyjaciela, którego się miało za zmarłego…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s