Bo życie to nieustająca walka…

…z entropią.

Czasem mam wrażenie, że człowiek to mógłby nic innego nie robić tylko naprawiać, wymieniać i reklamować.

Kiedy w pracy posypał mi się system plików, nic nie mówiłem.

Kiedy przepaliła się żarówka LEDowa, która miała się palić 15 lat a zgasła po miesiącu, nic nie mówiłem.

Kiedy majster instalujący lodówkę w odnowionej kuchni wywalił korki i mój komputer przestał się do mnie odzywać… pociągnąłem tą analogię już niebezpiecznie daleko.

No dobra, zasilacz miał już blisko 10 lat i od jakiegoś czasu wydawał dziwne odgłosy, no ale… (I to jak perfidnie: wiatrak się kręcił, dyski się kręciły, ale do procesora prąd nie dochodził.)

„Pod skórą”: wrażenia

W tym przypadku słowo „wrażenia” jest szczególnie na miejscu, ponieważ film jest niemal (niemal!) do bólu impresjonistyczny. Kino na wskroś europejskie – istna wręcz tarkowszczyzna, tyle że bez niekończących się, przeintelektualizowanych monologów. Ba! Dialogów prawie wcale tam nie ma. Zatem bez łopatologi, ale to nie szkodzi, bo nie ma też ukrytego piątego dna (czyt.: pretensjonalności). Tak czy siak, przysłowiowa Współczesna Młodzież wychowana na bayhemie nie zrozumie ani języka kina, ani przekazu (nawet bez tego piątego dna). A to, że ja zrozumiałem i jedno, i drugie, musi znaczyć, że film jest albo beznadziejnie płytki, albo fantastycznie dobry. Na które to dwa obozy zresztą zdają się dzielić recenzje krytyków.

Głupie pytania, część 144.

A czy TY pamiętasz PIN do swojej karty SIM?

[Poważnie, to chyba trzeba mieć talent, żeby tak wsadzić telefon do kieszeni, że mu się naciska wyłącznik z boku obudowy – nie jednorazowo, a tak jakby go przytrzymać – i nie jeden raz a dwa razy tego samego dnia. Na co dzień dbam o swoje Tamagochi urządzenie obliczeniowo-komunikacyjne i nie pamiętam już kiedy ostatni raz było wyłączone na amen. A tym bardziej nie pamiętałem PINu, a że byłem z dala od domu, gdzie mam go zapisanego na ściądze…]