Dzień, w którym zrozumiałem że telefon też trzeba czasem zrestartować

Dzień, w którym zrozumiałem że telefon też trzeba czasem zrestartować, to dzień, w którym nagle i gwałtownie przestałem dostawać pierdolca. To dzień, w którym telefon po raz pierwszy od… grubo ponad miesiąca połączył się bez szemrania z siecią bezprzewodową. To dzień, w którym smyranie palcem po mapie przestało być źródłem frustracji inspirującej chęć bliskiego zaprzyjaźnienia czoła z najbliższą murowaną ścianą, spowodowanej „świrującym” ekranem dotykowym, który zamiast gładko śledzić ruchy palca latał na wszystkie strony jak szalony. To był dzień przed porankiem, kiedy najnormalniej w świecie wyłączyłem budzik zamiast kląć że ja przesuwam to coś co należy przesunąć aby uciszyć ten rejwach, a owo chce latać do góry, na dół, na lewo, czyli wszędzie tylko nie tam gdzie trzeba.

To był dzień kiedy ta błyskotliwa myśl wcale nie przyszła do mojej skołatanej łepetyny, tylko mnie olśniła jak przysłowiowa oczywista oczywistość kiedy telefon „sam” się w tajemniczych okolicznościach uruchomił ponownie, a ja, głęboko zdumiony i zawstydzony swoją tępotą, ale i pełen ulgi, odetchnąłem wreszcie z serca, z którego spał ciężki głaz, rad iż koszmar ten wnet się skończył…

Reklamy

2 thoughts on “Dzień, w którym zrozumiałem że telefon też trzeba czasem zrestartować

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s