Słoneczko poświeciło na prezydenta-słońce: trumpokalipsa

Trumpokalipsa bezpośrednio dotknęła moje życie w momencie, kiedy wysiadłem z pociągu na stacji Powiście, dzierżąc rower i zamierzając zmierzać w stronę mojej zwyczajowej trasy migracji zarobkowej. Niestety, na drodze stanął policjant i policyjna taśma. Całe Aleje Jerozolimskie okazały się nieprzebytą przeszkodą, zaś wśród miejscowej ludności krążyła wieść, że lada chwila ma tędy przejeżdżać Orszak. Stanąłem więc przy rondzie, chociaż oznaczało to spóźnienie się na poranny stendap, wiedząc, że mój tim będzie wyrozumiały, i chłonąłem nieco surrealistyczny obrazek jednej z najruchliwszych arterii Warszawy w niemal całkowitym bezruchu pod bezchmurnym niebem.

– Nawet sporo. Tych zainteresowanych – powiedziała pewna starsza pani nieopodal. Chciałem jej odrzec, że zainteresowanych, owszem, ale chyba raczej przejściem na drugą stronę ulicy. Wokół gromadziła się coraz większa gromadka korpoludków pracujących w okolicznych budynkach mini-centrum finansowego. Nie wiedziałem czy cieszyć się razem z nimi czy im współczuć – tak blisko, że można spojrzeć w okna swojego biura, a jednak tak daleko.

W pewnym momencie zjawił się… nie facet w czerni, tylko czarny facet w garniturze i ze słuchawką w uchu. Kiedy tak niby to swobodnie się wpatrywał w ulicę, jemu też chciałem coś powiedzieć. „Proszę jak fajnie wasz prezydent traktuje współobywateli. Bo to obywatel właśnie, który czasowo dostał w demokratycznych wyborach mandat na rządzenie, a nie jakiś pieprzony pomazaniec boży.”

Ale oto nadjechał! Bez fanfar, syren ani klaksonów. Nie to, żeby dało się go dostrzec. Bo przecież snajperzy i w ogóle. Dwie masywne, czarne limuzyny, dla niepoznaki. I cała eskorta, w tym furgonetka z otwartymi bocznymi drzwiami, z których wyglądał groźnie jakiś mięśniak w garniturze i ze słuchawką w uchu. Tak jakbym nie był świadom, że 90% tego wszystkiego to szopka bez znaczenia dla bezpieczeństwa ich podopiecznego.

Zgromadzony tłumek nie wiwatował. Niektórzy robili zdjęcia telefonami. I tyle go widzieli. Pół godziny postałem, a potem nagle wszystko wróciło do życia. Znów zaroiło się od samochodów i pieszych i nikt nie wyglądał jakby na nim zrobiło wrażenie, że tuż przed nim przejechał Przywódca Wolnego Świata.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s