„Ślepe stado”: wrażenia

Podchodziłem do tej książki z pewną dozą nieśmiałości: klasyk SF, o którym dotąd nie słyszałem? Jakiś absurd! W zajawce na okładce czytamy: „Moim zdaniem, a argumentów mam wiele, jest to bezsprzecznie najlepsza powieść science fiction wszech czasów. –John Grant„. I po przeczytaniu całości muszę przyznać, że jest w tym sporo racji.

Ogólnie koncepcja powieści wygląda następująco: bierzemy dwa zjawiska, które wyszły na bolesny jaw w Ameryce przełomu lat 60. i 70., i podkręcamy je do oporu. Zjawiska te to: głęboko zakorzeniony rasizm (pół dekady później nadal mający korzenie zdrowe i prężne), oraz coraz lepiej widoczne skutki zanieczyszczenia środowiska wynikające z entuzjastycznego i bezrefleksyjnego konsumpcjonizmu; a na deser dorzucone dziedzictwo tajnych badań nad bronią chemiczną i biologiczną, i (dające się przewidzieć nawet wówczas) uodpornienie chorób i szkodników na nadużywane antybiotyki i pestycydy. (No dobra, cztery zjawiska.) To drugie jest jednak dużo bardziej uwypuklone. Co prawda udało nam się uniknąć bezpośrednich skutków, na których skupia się autor (żrący deszcz, od którego rozpuszczają się ubrania; powszechne użycie masek filtracyjnych, bez których gwarantowane jest ostre podrażnienie gardła; niebo wiecznie zasnute szarą mgłą; martwe Morze Śródziemne i amerykańskie wielkie jeziora; itp. itd.), ale doganiają nas efekty bardziej długofalowe. Te zdradliwe, bo niewidoczne na pierwszy rzut oka.

To jest koncepcja; a wykonanie? Łoj. Powiem tak: wiele już czytałem, ale chyba nigdy nie spotkałem się z takim bezwzględnym okrucieństwem autora wobec swoich bohaterów. Nie oszczędza nikogo. Nikogo. Jego fantazja w wymyślaniu okrutnych, ale nie przerysowanych, losów jest naprawdę zadziwiająca. Głównego bohatera tak naprawdę nie ma – nie dajcie się zwieść, że jest nim Austin Train. Przez cały czas śledzimy wiele różnych przeplatających się historii, i żadna z nich nie jest ważniejsza od pozostałych. A są to historie bardzo różne – od „zwykłych ludzi”, po takich, których rzeczywiście można nazwać „bohaterami”, przy czym nie tylko „bohaterowie” mają wpływ na przebieg zdarzeń.

W ostatecznym rozrachunku jest to powieść z gatunku tych najlepszych: dających do myślenia. I to jak dających.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s