„Dunkierka”: wrażenia

Jestem rozczarowany; spodziewałem się czegoś więcej. Czego – sam w sumie nie wiem. Pewnie sam sobie jestem winien.

W podręcznikach mówi się, że była to ewakuacja na wielką skalę, tymczasem w filmie widzimy stłoczone masy żołnierzy tylko wtedy, kiedy znajdą się na jakimś obiekcie o niewielkiej powierzchni, takim jak molo czy statek (i to też nie zawsze). Kiedy znajdują się na otwartej przestrzeni – wygląda to jak marna zbieranina niedobitków, a nie 400-tysięczna armia zapędzona w kozi róg. Recenzenci swoją drogą właśnie ten aspekt chwalą – że reżyser oparł się pokusie spektakularnych ujęć, czy coś – więc pewnie się nie znam. Ale skutek był taki, że nie czułem za bardzo tej klaustrofobicznej atmosfery, jaka chyba powinna panować w tej sytuacji. Nawet mimo łopatologicznego podejścia do muzyki (ta akurat recenzentom też się nie podobała).

To jedno. Drugie to że tej rzekomej skali operacji nie widać też na morzu. Przez prawie cały film mamy w zasięgu wzroku góra dwa-trzy statki na raz. Dopiero pod koniec przypływają prywatne łodzie zarekwirowane przez armię na potrzeby ewakuacji, ale to też robi dość słabe wrażenie. Niemcy też się nie wysilają. Parę razy plażę trafi pocisk artyleryjski. Ze dwa razy nadlecą bombowce nurkujące. Raz przyleci jeden – słownie: jeden – średni bombowiec. W odpowiedzi zaś Brytania wyśle całe trzy myśliwce.

Bohaterowie… Mamy ich trzy i pół. Jeden żołnierz próbujący różnych forteli, żeby się poza kolejką wydostać z plaży (i ciągle na tą plażę powracający); jeden zbiorczy w postaci cywilnej załogi jachtu płynącego do Dunkierki (w tym wszystkowiedzący starszy pan: „Tato, co to?!?!” „Spitfire’y! Silniki Merlin, najpiękniejszy dźwięk jaki można usłyszeć w okolicy!”); jeden dzielny i rezolutny lotnik, po którego minie zasłoniętej maską widać wagę i ciężar dokonywanych wyborów (i jak on się spina w sobie kiedy wypuszcza serię!); a to pół to wysokiej rangi oficer marynarki, który musiał się rzucać w oczy nawet pilotom bombowców, którzy go jednak totalnie olali, i który pełnił rolę dość nachalnej ekspozycji (i który na koniec dokonał wielce bohaterskiego czynu pozostając w tyle „dla Francuzów” – w tym samym walącym po oczach mundurze oficera marynarki).

Kiedy zaś dziarski pilot, który miał tak pełne ręce roboty z jednym bombowcem, że skończyło mu się paliwo (troska o paliwo jest zresztą pierwszymi słowami zamienionymi przez jego eskadrę), szybując sobie raźno bez napędu nad plażą i podziwiając widoki, zestrzelił nurkującego Stukasa (!) – wtedy już jak dla mnie miarka się, jak by to powiedzieć, przebrała.

A ogólnie – nic, nic, nic, prawie nic, nic, aż tu nagle 300 tys. jest już po drugiej stronie Kanału. Hm. A poza tym, jak na hollywoodzki film jest wyjątkowo mało patosu, ale nadal za dużo.

Tak czy siak pewnie się nie znam, więc każdy powyższe zrzędzenie bierze sobie do serca na własną odpowiedzialność ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s