Głupie pytania, część 162.

Czemu na siłowni nie ćwiczy się z gołą klatą?

[Czyż nie po to w ogóle się ćwiczy, żeby można było bez wstydu ją pokazać?]

[A na marginesie marginesu, zamiast zadawać głupie pytania, na siłowni też sobie na kilka odpowiedziałem. Na przykład dlaczego mięśniaki chodzą trzymając ramiona na kształt litery T (z szeryfami). Albo dlaczego kiedyś umiałem sobie umyć plecy a teraz nie umiem.]

Reklamy

Śniły mi się wampiry (nie uwierzycie o czym w związku z tym pomyślałem!)

Nie czytuję literatury wampirzej, bo uważam ją za kretyńską (chociaż przeczytałem Wywiad z wampirem, który był rzeczywiście tak głupi jak można było się spodziewać – ach ta gloryfikacja zabijania! – i przymierzam się z pewną dozą niechętności do Draculi, żeby lepiej poznać wroga). Więc nie wiem skąd te wampiry w moim śnie. I nie wiem czy któryś z autorów (i autorek, co może być bardziej prawdopodobne że jest ich więcej w tym gatunku) poruszył ten temat. Albowiem po śnie, którego kompletnie nie pamiętałem już zaraz po przebudzeniu, została mi tylko jedna myśl:

  • Czy wampiry mają Urząd Bezpieczeństwa Żywności?

Poważnie. W ludzkiej krwi może być tyle fantastycznych świństw i paskudztw, że nie śniło się to (najwyrażniej?) żadnym fantastom. Jak to wpływa na układ pokarmowy wampira? Czy ich organizmy są kompatybilne z ludzkimi zarazkami? Co z takim HIV, na przykład? Czy jest w stanie przeniknąć przez ściany żołądka/jelit, dokonać transferu międzyrodzajowego (czy to jest inny gatunek, zdania są podzielone) i u nowego gospodarza zostać VIV (Vamprire Immunodeficiency Virus)? Jak by takie coś działało u (rzekomo) nieśmiertelnego osobnika?

Niektórzy poważni autorzy próbowali potraktować temat bardziej poważnie. Mój ulubiony Peter Watts, na przykład, w Ślepowidzeniu (i później w Echopraksji) „ożywił” gatunek (tutaj zdecydowanie osobny gatunek!) wampira i „oswoił” go na usługach ludzkości (co kończy się źle… jak można się dość łatwo domyślić). Jako że jest on z wykształcenia biologiem (morskim, ale jednak), spekuluje fachowo na temat różnych aspektów życia istoty, która żywi się niezbyt pożywnym pożywieniem, do tego trudno dostępnym, i zabawia się konwencją nawet („crucifix glitch” – czytałem po angielsku, nie wiem jak przełożono na nasze). Ale jakoś pomija ten temat.

No jakoś nie chce mi się wierzyć, że trafiłem na autentycznie oryginalny wątek w całej tej szopce.

I jeszcze jedno pytanie mi się nasunęło, bo skoro powiedziało się A to trzeba też powiedzieć B:

  • Czy mógłby wyewoluować taki pasożyt, który ma taki cykl życia, że musi na pewnym etapie rozwoju przejść przez żołądek wampira?

Hm.

Kilka spostrzeżeń muzycznych których większość napisałem siedząc z grypą na zwolnieniu

Robaczku, ślimaczku (co w fenolu zdychasz): Przedstawiciel gatunku „poważne jaja”. Kalambur jest w nim mocny. „All Shell Perish”? „Pod Hates Us All”? „Flying Snails”? Czy tych ludzi można traktować poważnie? A, wystarczy posłuchać. Robią sobie trochę jaja, chociażby z tego, że wiele zespołów slugde’owych ma zwierzęce nazwy (nota bene wyraźnie słychać tu miejscami wczesnomastodonową nutę, ale generalnie bardziej to death niż sludge), i dorobili sobie mitologię kosmicznego bóstwa-ślimaka (koniecznie trzeba przestudiować okładki!), ale muzyka jest na śmiertelnie poważnie. I to się liczy. Przy czym, jako współtwórca wiekopomnego, ale zapomnianego dla Internetu, dzieła pt. Trance Dance Mega Mixxxx Chart Attack1, zazdroszczę im tego, że podczas układania tytułów i tekstów z pewnością mają zajebisty ubaw. Bracia w kalamburze, I saltute you!

Merkabakc: Chciałem napisać: coś dla miłośników King Crimson; i chciałem się ponabijać, że nic to nie znaczy bo może znaczyć wczesne KC, późno-wczesne KC, średnie KC, późno-średnie KC, średnio-późne KC lub późne KC, a każde zupełnie inne. Ale żart o tych, co tęsknią za za starym, dobrym…. przepraszam: poźno-średnim dobrym King Crimson2 musi poczekać na inną okazję. Bo się zorientowałem że chyba jednak nie znam KC tak dobrze jak mi się zdawało, a tak naprawdę bardziej mi się kojarzy z Zu (na jednej konkretnej płycie, bo ogólnie to naprawdę ciężko się ich słucha). I pewnie z szerszym nurtem muzycznym, o którym również nie mam większego pojęcia. Dla tych, którzy lubią… trąbkę w metalu? ;)

I loved you at your blackest: Jakoś mi ta płyta nie wchodzi. Za dużo eksperymentów formalnych? I jakieś te utwory takie… zwyczajne? Chór dziecięcy wykrzykujący bluźnierstwa też jakoś mnie nie przekonuje. Absolutnie uwielbiam Evangelion, ale jego następca, The Satanist, nasuwa mi głównie myśl, że Behemoth doszli do wniosku, że nic lepszego już nigdy nie zrobią więc czas na poszukiwania i zagospodarowanie nowej niszy. Najnowsza płyta jest kolejnym krokiem w tym kierunku. Żeby nie było – ja nie mam nic przeciwko artystom poszukujacym, wręcz przeciwnie – takich nawet bardziej szanuję (wspominałem już, że bardzo lubię śmiertelny grzech przeciwko metalowi jakim jest Host Paradise Lost?). Ot, ostatnio się trochę rozmijamy, i tyle.

Brak linka (tak, to też jest kalambur!): Brak linka, bo Brak równowagi jeszcze oficjalnie się nie ukazał, ale z tego co słyszałem… jestem rozczarowany. Możliwe że sam sobie jestem winien, bo strasznie się nakręcałem po tym jak zmiotła mnie „płytka” (chyba nie została wydana w fizycznej formie?) Spokój znajdzie niewielu. Brakuje mi nie równowagi, a tego pazura, tej desperackiej pasji, która jest na tym wydawnictwie. Może jeszcze nowa płyta do mnie przemówi, ale póki co… stanowczo spuszczam z tonu moje oczekiwania ;)


1 Razem z bratem parodiowaliśmy listę przebojów disco polo, przerabiając nazwy zespołów metalowych i tytułu kawałków żeby brzmiały totalnie wieśniacko. Melanita miała np. przebój King Natolin, na liście obecne były też Nina i Nana, Facio nie może, Alicja i Chamy, oraz oczywiście Megadance.

2 Osobiście nie lubię późno-średniego, i uważam że się kompletnie nie umywa do średniego, ale „średni dobry” nie brzmi tak… chciałem napisać „dobrze”, ale sobie przypomniałem że piszę o moich dowcipasach ;)

Gdy dobrze zarabiający człowiek zmienia pracę…

…i nie dostarczy do księgowości dokumentu z poprzedniej pracy o dotychczas odprowadzonych zaliczkach, dzieją się rzeczy bardzo ciekawe.

$ dc <<< '85528 0.18 * 85528 0.32 * r - p'
11973.92

85528 to kwota przychodów odpowiadająca pierwszemu progowi podatkowemu. 0,18 i 0,32 to, odpowiednio, stawki podatkowe poniżej i powyżej tego progu. Jeśli mamy dwóch pracodawców i każdy z nich policzy zaliczkę niezależnie, kwota poniżej progu zostanie opodatkowana dwukrotnie z niższą stawką. Gdyby liczyć zarobki z obu źródeł razem, kwota ta zostałaby policzona raz z niższą stawką i raz z wyższą. Powyższa formuła (w notacji odwrotnej polskiej, ponieważ jestem patryjotą!) oblicza ile należnego podatku nie zostanie policzone w zaliczkach w tym pierwszym przypadku.

Do tego należy doliczyć różnice w kwotach wolnych od podatku, bo jak każdy pracodawca liczy osobno to może jeszcze jakaś wyjść dla jednego albo dla obu, a jak się liczy razem – już nie.

Efekt końcowy przy liczeniu PIT-a możecie sobie wyobrazić.