W pracy z Amerykanami: ta jedna rzecz

Kiedy rok temu zmieniłem pracę i zacząłem pracować w polskim oddziale Bardzo Dużej Amerykańskiej Instytucji, już na samym początku dało się zauważyć tą jedną rzecz: nasz PM, który akurat jest Kanadyjczykiem, śmieje się z tego, że my, Polacy, śmiejemy się z tego, że każde spotkanie z Amerykanami zaczyna się od ceremonialnego:

– How are you?

– Fine, thank you. How are you?

– Fine, thanks.

Każde.

To jest u nich święta rzecz, żeby zawsze odpowiedzieć „fine”, nawet jeśli wykrwawiasz się na śmierć, rząd cię okrada i nikomu się nie podoba, że nosisz skarpety do sandałów. Nie wydaje mi się, żebym zauważył to u Brytyjczyków, od których bądź co bądź to nasi przyjaciele zza wielkiej kałuży odziedziczyli.

I zawsze uśmiechać się. I bratać się z pracującym pospólstwem jak z równym, mimo że zarabiasz dziesięć razy lepiej i masz więcej niepisanych przywilejów (miałem paru kierowników Polaków, którzy dużą część kariery spędzili w USA i tam ukształtowali swoje nawyki; byli nieznośni). Ogólnonarodowe ekstrawertyczne zboczenie jest u nich dobrze znane. Ale to na marginesie.

U nas oczywiście normy są inne.

– Cześć, co tam u ciebie?

– A wiesz, w sumie nic nowego. Wykrwawiam się na śmierć, rząd mnie okrada, nikomu się nie podoba, że noszę skarpety do sandałów, ……….

Dysonans jest tak ogromny, że śmiech sam wzbiera w człowieku.

I ja też, chociaż rok minął, nie mogę się powstrzymać przed lekkim chichotem, kiedy się witam z kolegą z Ameryki na jakimś callu.

3 uwagi do wpisu “W pracy z Amerykanami: ta jedna rzecz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s