Kilka spostrzeżeń muzycznych w czasach zarazy

Ten drugi Pazuzu: Ten pierwszy Pazuzu powinien być dobrze znany czytelnikom tego blogaska (o ile nie przeskakują z automatu tych moich kilku spostrzeżeń). Niedawno jednak ktoś mi zwrócił uwagę na (a potem Spotify wrzuciło mi do radaru premier) Tribe of Pazuzu, czyli relatywny świeżak. Nie jest to tym razem zespół fiński (jaka szkoda!) tylko kanadyjsko-usiański, i nie uprawia eksperymentalnego metalu, tylko bardziej konwencjonalną młóckę. Konwencjonalna czy nie, jest z tej wyższej półki. Moją uwagę zwraca trochę nietypowy growl wokalisty, który z czymś mi się kojarzy (może z tym drugim Bloodiest?). A poza tym: Boże, jaka boska okładka!

Heilung wird mich heilen: Folk? Nie moja bajka. Folk metal? Lepiej, ale jakoś nigdy specjalnie mnie nie kręciło (sory, Żywiołak). Eksperymentalny folk metal? W końcu do czegoś dochodzimy! Stąd taka refleksja, że eksperymentalne cokolwiek jest generalnie lepsze niż regularne cokolwiek. Nie licząc eksperymentalnego jazzu, bo nawet normalnego jazzu nie rozumiem, a eksperymentalny jest nie do zniesienia. Taka moja opinia ;) Tak że zespoły grające po prostu fajne piosenki są spoko, bo muzyka okazuje się na tyle pojemna, że nawet na dobrze zbadanym terenie jest jeszcze sporo miejsca, ale ja jednak chyba jestem z tych ludzi, którzy zawsze spoglądali za to wzgórze, za którym nikt jeszcze nie był…

Ten pierwszy Pazuzu też: To może być zblazowanie wieku średniego, może być niezależna od wieku depresja, tak czy siak ostatnimi czasy ciężko mi się podekscytować czymkolwiek. Ostatnio jednak odkryłem jeden z niewielu wyjatków, a wyjątkiem tym jest mój ukochany Oranssi Pazuzu. Na wieść o zapowiedzi ich nowej płyty, którą przysłał mi Bandcamp, poczułem autentyczne ukłucie ekscytacji. Huraa, jeszcze żarzy się we mnie trochę życia! Teraz objawił się pierwszy singiel z tejże płyty i mimo potencjalnie wygórowanych oczekiwań zupełnie się nie zawiodłem. Poprzednio zaskoczyli mnie cymbałkami (patrz też redux), tym razem… sam już nawet nie wiem co to było ;) Kolejny raz eksperymenty górą.

…And …And Oceans: (No sory, te kalambury same się piszą!) W nawiązaniu do powyższej notki, muszę też zauważyć, że rzadko co mnie też ostatnimi czasy zaskakuje. Raczej to nie tak, że ja już wszystko widziałem i wszystko jest zieeeew, chociaż może być i coś z tego. Tak czy siak, dość rzadko zdarza mi się usłyszeć coś przypadkiem i pomyśleć „o kurde, jakie dobre!”. A tak się właśnie stało z The Dissolution of Mind and Matter zespołu, którego nazwa mogła mi się kiedyś obić o uszy, ale równie dobrze mogła nie, bo nazw nawiązujących do oceanów jest na pęczki. A dziwny to przpadek. Właśnie się dowiedziałem, że są z Finlandii (kolejni!!!!) i że na jakieś 15 lat zmienili nazwę, by akurat teraz do niej powrócić. Chyba? Badania trwają… Póki co chłonę te blackowo-industrialne dźwięki i przestać nie mogę.

Jedna uwaga do wpisu “Kilka spostrzeżeń muzycznych w czasach zarazy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s