Kilka spostrzeżeń muzycznych na jesiennych wrzodowiskach

Stare Into Death And Listen To Ulcerate redux: To jest jedna z przyczyn, dla których nowy odcinek „kilku spostrzeżeń” pojawia się po trzymiesięcznej przerwie. Ulcerate tak mnie rąbnęło, że straciłem na całkiem długi czas ochotę na słuchanie czegokolwiek innego. Już mi przechodzi, na szczęście ;) Ale nadal mam poczucie, że to jest dokładnie to, czego szukałem przez ostatnie 20 lat. Na tej płycie naprawdę wszystko jest wspaniałe. Chociaż moje sympatie trochę dryfowały. Najpierw tym ulubionym było Inversion, może trochę po łatwości, bo przyciągnął mnie ten motyw z „refrenu”. Exhale the Ash i tytułowy są super jak wszystko, oczywiście. Ale ostatecznie stanęło na dwójce „ballad” – czyli There Is No Horizon i Visceral Ends. Zwłaszcza ten drugi wali po łbie nie nawałnicą łomotu, ale uosobionym w dźwięku uczuciem ostatecznej rozpaczy (a ten pierwszy ma superfajskie zakończenie). Czysta rozkosz.

Vexed, not voided: Dobry kandydat na kolejną fascynację, z tych, które tak okresowo przechodzę. Brzmi to to jak djent, który nie wiedział, że istnieje coś takiego jak melodyjność. Czyli kolejny bękart Meshuggah, ale poczęty ze wczesnym wcieleniem Swans i wychowany w sierocińcu zbudowanym w pobliżu uchodzących oparów odpadów poprzemysłowych.

Wywoływanie strzyg w raju utraconym: W pierwszej chwili pomyślałem, że to „bardziej Paradise Lost niż Paradise Lost”… a potem sobie przypomniałem dlaczego znajomi mi to polecili. Projekt poboczny gitarzysty rzeczonego zespołu bowiem gra tak, jak bym chciał, żeby rzeczony zespół grał. Już kiedyś o tym wspominałem, że ów rzeczony zespół przechodził różne fazy, z czego żadna mi do końca nie odpowiadała tak do końca… poza paroma momentami, kiedy w drodze z jednego do drugiego kąta przestrzeni stylistycznej przemknęli przez dokładnie ten punkt, gdzie wszystko wpasowywało się idealnie. Strigoi to jest nieco inna magia, ale na pewno ma większego kopa niż macierzysta kapela Grega Mackintosha. Kolega musi się wyżyć? Ja z dziką chęcią posłucham efektów.

Na jesiennych wrzodowiskach: Ulcerate to taki zespół, którego najlepiej słuchać przez słuchawki. Nie ze względu na to, że jest tam jakieś wielkie bogactwo dźwięku (chociaż to też – do pewnego stopnia), ale po to, żeby ten młot mógł odpowiednio rąbnąć po mózgu. Tak naprawdę dopiero jeszcze poznaję co oni tam wyrabiali wcześniej – no doprawdy, jak ja mogłem przez kilkanaście lat nie wiedzieć o ich istnieniu?? – ale już widzę, że Everything Is Fire to najprawdopodobniej ich najważniejsza płyta. Na niej po raz pierszy dali naprawdę bezpardonowego łupnia – jednocześnie unikając łamańców dla sztuki dla sztuki – co zdefiniowało ich muzykę na kolejne prawie 10 lat, bo aż do poprzedniej płyty; dopiero najnowsza, wspomniana w notce powyżej, wyznacza nowy (ekscytujący!) trend. Dodać też należy, że w warstwie tekstowej mają duże pokrewieństwo z Gojirą; patrz chociażby tytuły takie jak The Earth at Its Knees. To też się liczy na plus, bardzo.

3 uwagi do wpisu “Kilka spostrzeżeń muzycznych na jesiennych wrzodowiskach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s