O czasie po czasie

Mój zegar biologiczny, świadom, że od teraz trzeba wstawać „wcześniej”:

– Czy to już?

Jest trzecia w nocy.

– Nie, idź spać.


Mój zegar biologiczny, świadom, że od teraz trzeba wstawać „wcześniej”:

– Czy to już?

Jest czwarta w nocy.

– Nie, do cholery, zamknij się.


Mój zegar biologiczny, świadom, że od teraz trzeba wstawać „wcześniej”:

– Czy to już?

Jest piąta w nocy.

– K@&#* daj mi spokój!!


A myślałem, że najgorsze co może się zdarzyć to lekki „jetlag” dwa razy do roku.

Kilka spostrzeżeń muzycznych z duhem czasów

Gore!: Recenzent płyty nastraszył, że to jakiś ambient z dziwnych dźwięków typu szumy i trzaski (tak to przynajmniej zrozumiałem), tymczasem jest to zupełnie niegroźna muzyka. Stały, niepołamany rytm, niekoniecznie „muzyczne” dźwięki pojawiają się tylko w tle, jest też melodia, a przynajmniej rozpoznawalny motyw. Martin Gore jest spoko. Przyznaję, i powyższe czyni dość oczywistym, że po raz pierwszy sięgam po jego twórczość solową, ale w sumie wydaje mi się to bardziej interesujące niż jego macierzyste Depeche Mode.

Rumuńskie duhy: Bardzo to jest dziwne. Nie wiem w sumie nawet czy mi się podoba, czy nie. Raz tak, raz nie. Jest sporo fajnego klimatu, ale czasem wjedzie też jakiś flet i wtedy zupełnie się gubię. To jest płyta z 2012 roku, którą przesłuchałem tylko dlatego, że wydany niedawno singiel jest naprawdę bardzo fajny. Czyżby przez te 9 lat koncepcja muzyczna zespołu mocno ewoluowała? Przekonamy się, kiedy odsłonią resztę Har. (Fun fact: „Duh” w Dor De Duh najwyraźniej znaczy to samo co „Duch”. Huh.)

Legion Sentymentalista: Swojskie, klasyczno-metalowe, pocieszne, lekko pastiszowe, ale z szacunkiem, porządne granie. Okrütnik. I wszystko jasne.

Dark: wrażenia po zaledwie kilku odcinkach

To jest kurwa genialne!

I fantastycznie ilustruje różnicę pomiędzy kinem amerykańskim a europejskim (przynajmniej kiedy mówimy o krajach, gdzie nie próbuje się bezmyślnie naśladować wszystkiego co amerykańskie *ahem* Polska *ahem*). Jakiś czas temu wspominałem tutaj serial Odpowiednik, wyjątkowo poza cyklem „wrażeniowym, który jest bardzo dobry – dobrze wymyślony, świetnie zagrany, bardzo dobrze zrealizowany – ale mimo wszysto trochę na siłę wciśnięty w konwencję szpiegowsko-sensacyjną. Moim zdaniem amerykańscy decydenci bali się, że inaczej się „nie sprzeda”.

Niemcy się nie bali.

I chwała im za to! Sensacja sprowadza się do zapijaczonego policjanta z brzuszkiem, który najwięcej energii ma do wyczekiwania emerytury, oraz chłopaka, który z tym pierwszym miał na pieńku i wstąpił do policji tylko po to, żeby mu pokazać (pokazać jego duchowi), jak to się robi kiedy się nie jest idiotą. Jeśli kino gatunkowe, to science fiction, ale niemal nie do poznania. Przeżycia wewnętrzne bohaterów są zdecydowanie na pierwszym planie, a nie tylko kiedy widzimy poważnego faceta (lub kobietę) w garniturze za kółkiem poważnego samochodu robiącego poważne miny do poważnych myśli (może nawet rozterek!). Nastoletnie dramaty. Dorosłe animozje. Pierwsze przeradzające się w drugie. I odwrotnie.

A na tym tle wykręcające mózg w obwarzanek kombinacje z podróżami w czasie.

Chapeau bas, psze państwa, chapeau bas!

[Na tym powinienem zakończyć, żeby było dramatycznie, ale jeszcze mi się kojarzy taki serial Rzym, który również miał podobne cechy. Zawsze najbardziej podobały mi się tam te nocne sceny, w których nikt nic nie mówił, nie działo się nic specjalnego, a kamera przyglądała się przeżyciom wewnętrznym bohaterów. Bez słowa. A mimo to bardzo wymowne.]

Rozważania przy śniadaniu, edycja 2021

W człowieku jest ten paradoks. Z jednej strony tworzymy grupy bo grupa może więcej i tylko dzięki temu stworzyliśmy cywilizację. Wewnątrz grupy się wspieramy, ale z drugiej strony znienawidzimy innych grup i je zwalczamy. Z czasem grupy stawały się coraz większe i zaczęły się przenikać, nakładać na siebie i stąd generalna konfuzja, szukanie wroga na siłę u niektórych.

/braindump

Kilka spostrzeżeń muzycznych w których żałuję jeden popularny zespół z lat 90.

Kilka spostrzeżeń muzycznych w których żałuję jeden popularny zespół z lat 90.

Nergal to ma cieplusio: Protest-song jest faktycznie protest-songiem, kiedy można za niego zawisnąć. Nasz Nergal (póki co) nie musi się ukrywać, ale dla Al-Namrood z Arabii Saudyjskiej utrzymanie ścisłej anonimowości to autentycznie sprawa życia i śmierci. Nie pisałbym tego, gdyby nie był to też kawał porządnego metalu (chociaż trochę amatorsko wyprodukowanego) – oczywista z licznymi arabskimi naleciałościami.

Bungle Yourself: Najnowsze objawienie wariackiego rock-metalu. Porównania do Mr. Bungle są w 100% nieuniknione, ale na szczęście Melted Bodies ma też swój własny pomysł na siebie. Miejscami brzmi to jak skrzyżowanie rzeczonego Mr. Bungle z debiutem System of a Down, a pod koniec płyty robi się już naprawdę interesująco, kiedy tempa trochę zwalniają. Ja osobiście jeśli już słucham takich rzeczy to raczej z ciekawości, ale może będzie co polecić bratu ;)

Cyr-ulik Billy: Z całym szacunkiem dla Smashing Pumpkins i Billy’ego Corgana, ale nie dałem rady dosłuchać do końca 😢

New Wave of French Very Heavy Metal: Naprawdę długi czas byłem przekonany, że Francja nie produkuje metalu (tak, ciągle to powtarzam, bo ciągle mnie to dziwi). I może faktycznie tak było, ale ostatnio Francuzi coraz częściej pokazują pazura. Miałem niedawno nawet głównie francuski odcinek i czasem coś nowego mi z tamtej okolicy wyskoczy. A ostatnio mi wyskoczył Fange. EP-ka Pantocrator, konkretnie, poza którą jak na razie się nie wychyliłem, bo najpierw muszę ogarnąć całą fajność, jaką tam znalazłem. Dwa utwory po około 15 minut – brzmi przerażająco, i takie w sumie jest. Nie wieje nudą, ale też nie są to zlepki motywów bez ładu i składu, jak to często bywa w przypadku takich długości. Trzymają się kupy mocno i zgniatają jak przysłowiowy 16-tonowy odważnik. Tylko wykrzykiwanie bluźnierstw po francusku brzmi trochę… komicznie.