Z gabinetu Freuda: głębia i ja

Śniło mi się, że byłem na locie kosmicznym w głębokiej przestrzeni. Przypuszczalnie sam. I chciałem by Ziemia wysłała mi migawkę całej Wikipedii, a najlepiej całego Internetu, bo przecież muszę mieć co robić, a czytanie Wikipedii to moja ulubiona rozrywka. Przy tym kalkulowałem że przy prędkościach transmisji na takie odległości pewnie zajmie to z milion lat, więc pewnie szybciej będzie wysłać rakietę z danymi wypalonymi na płytach czy coś.

Czy to wyraz mojej dojmującej potrzeby samotności? Hmmmmmmm.

Reklamy

Deszcz

Pada deszcz. A ja sobie uświadamiam, że tak dawno nie padało (parę razy w nocy, ale to się nie liczy), że niemal zapomniałem jak się obsługuje deszczową pogodę.

Przynajmniej w tej dobie zmian klimatu jesień jeszcze ma dość przyzwoitości by przyjść o odpowiedniej porze roku.

Przepraszam, czy pan(i) jest botem?

Mam konto na portalu o nazwie na T. Formalnie jest to portal społecznościowy, ale ja tam po prostu gapię się na ładne obrazki i tyle. A że jestem stary skąpiec, mam konto darmowe; na szczęście reklamy są anihilowane przez odpowiednie rozszerzenia przeglądarki, ale nie chronią mnie one przed „treściami promowanymi”. A treści promowane dla mnie mają głównie postać jakichś zbalzowanych i zdołowanych małolatów umieszczających niezwykle głębokie treści, przy których stary bon mot z czasów mojej młodości, że „życie jest jak papier toaletowy – długie, szare i do dupy” (to było w czasach kiedy papier toaletowy – popularnie zwany „srajtaśmą” – był faktycznie szary), jawi się jako arcydzieło przenikliwości. Coś jak, powiedzmy, „jestem zmęczona ale w nocy nie śpię”, albo „chciałam tylko żebyś mnie kochał”, i w ten deseń. Z czasem przestałem klikać przycisk „a kysz!”, bo te wspaniałe mądrości i tak zawsze wracały. Starałem się więc je zwyczajnie ignorować („jestem nimi zmęczony, po prostu zmęczony”, uzywając ich języka). Dlatego tak długo zajęło mi skojarzenie, że to muszą być boty.

Bo to są boty, prawda?

Trudno mi sobie wyobrazić żeby coś tak sztampowego, bezosobowego i nieosobistego było produkowane przez autentyczne małolaty. Fakt, nie mam zielonego pojęcia o tym jak myślą dzisiejsze małolaty, ale jednak. Swoją drogą, też kiedyś taki byłem – przestałem kiedy zetknąłem się z innymi podobnymi typami i dotarło do mnie jakie to jest beznadziejnie, kretyńsko idiotyczne i obrzydliwe. Nie mówię tu o autentycznej depresji, tylko o ludziach, którzy chcą uchodzić za takich zmęczonych życiem chociaż gówno o nim wiedzą. O pozerach, innymi słowy.

No a skoro takie treści są produkowane maszynowo przez boty, to nasuwa mi się pytanie: po kiego chuja?? Czy to jest jakaś zorganizowana kampania żeby wpędzić naszą młodzież w kliniczną depresję? Żeby się wszyscy pozabijali? Czy to jest zwyczajna odpowiedź podażowa na istniejący popyt, czy stwarzanie popytu?

Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Ale świat, który stworzyliśmy dzięki internetowi coraz bardziej mnie przerasta1.

(Wintermute? Czy to ty?)

[Aleternatywne tytuły: „Z kamer(k)ą wśród botów”; „Tańczący z botami”; „Ja, bot” – porzuciłem je wszystkie bo sugerowały jakąś głęboką treść, solidny kawał dochodzenia dziennikarskiego czy coś w tym rodzaju. Ja przynajmniej jestem szczery że piszę same głupoty ;)]


1 Pierwotnie było „przeraża”, ale brzmiało za bardzo jak biadolenie starego zgreda. Którym być może już jestem. Ale mniejsza.

Kilka spostrzeżeń muzycznych tuż przed odwołaną wizytą Trumpa

Brak linka do Braku równowagi redux: Link właściwie już jest. A jak jest, to mogłem posłuchać i ocenić że moja pierwotna ocena była trochę niesprawiedliwa. Desperacka pasja nadal jest, tylko znacznie bardziej stonowana, trochę jak szlachetny kamień oprawiony w szlachetny metal (uf, ale pojechałem). Najbardziej obawiałem się o wokal, który miejscami jest po prostu… pospolity. Ale dzieje się tak tylko w momentach, i to też wydaje się celowym zabiegiem. No i jest więcej krzyku niż wcześniej zauważyłem. Możliwe że jednak się z tym albumem polubimy… [Swoją drogą w międzyczasie dowiedziałem się, że nie tylko ja byłem tą płytą rozczarowany. Zawsze to miło mieć jakieś potwierdzenie że to nie tylko moje uprzedzenia ;)]

Allegory of a good album: Symbolical chyba bardzo się starają się nie wychylać. Nową płytę wydali takim cichcem że nawet ja tego nie zauważyłem, chociaż ich debiut bardzo lubię i chwalę od samego początku. Nowa płytka rozpędza się powoli, bo pierwsze numery zrobiły na mnie trochę nijakie pierwsze wrażenie, ale może to była tylko kwestia wdrożenia się w nastrój, bo już od czwartego zostałem rozjechany. Tempa są zauważalnie wolniejsze, ale zamiast rozpędzonego rumaka z ciężkozbrojnym w siodle, mamy bardziej coś na kształ statecznie kroczącącej machiny wojennej (bez aluzji). Albo nawet całej dywizji pancernej. Nadal nie mam fejsa, ale to też lubię!

Marzena Ridt: Formalnie to jest black metal. Ale blackowy wygrzew stanowi tutaj zdecydowanie mniejszość; dominuje raczej anielski śpiew liderki (przy czym nie przeszkadza, że to raczej upadły anioł), plus pogrzebowe klimaty, plus sporo folkowych zagrywek. Ja się nic a nic nie dziwię, że pani Myrkur swą czarną muzyczną magią zauroczyła całą rzeszę dziennikarzy muzycznych – na mnie ten urok też zdecydowanie działa. Łykam jak ghul dusze potępionych. Co mnie intryguje to czy to jest też coś, co można pokazać ludziom, którzy są zadeklarowanymi nielubiaczami blacku (jak mój brat, na ten przykład)? Coś do rozważenia ;)

Z gabinetu Freuda: historyczna niezgodność

Ktoś się mnie zapytał – we śnie – co się tak zamyśliłem. Bo rzeczywiście coś sobie pomyślałem – we śnie – i zaraz temu komuś to opowiedziałem.

Otóż, tak sobie pomyślałem, jak by wyglądał świat gdyby ludzkość i przyroda koegzystowały na tym samym terenie, a konkretnie na całej planecie, a nie obok siebie i osobno, jak obecnie? Widziałem w tej wizji coś w rodzaju łagodnych wzgórz porośniętych lasem, wewnątrz których znajdują się korytarze i komory dla ludzi. Oczywiście, jest to bardzo różny świat od tego który istnieje obecnie.

Ale to był tylko punkt wyjścia. W końcu to sen; rozsądny człowiek by uznał że to już jest coś ciekawego co warto rozważyć dalej, ale sen uznał że bardziej wartościowe jest pytanie, które się w takim kontekście nasuwa:

Kiedy nastąpi ten punkt w historii ludzkości (tytułowa niezgodność, poprzez analogię do zjawiska geologicznego), że ludzie oglądając stare filmy nie będą w stanie rozpoznać świata przedstawionego i się z nim identyfikować?

Uznałem, że taki moment jest nieunikniony. Bo jeśli mamy uratować środowisko, planetę i samych siebie, to świat musi się radykalnie zmienić. Tak radykalnie, że przyszłe pokolenia nie będą wiedziały o co w ogóle nam chodziło…